Czerwone flagi, komornik i wezwania przedsądowe: Mroczne kulisy walki o "Targ japoński"

Czerwone flagi, komornik i wezwania przedsądowe: Mroczne kulisy walki o "Targ japoński"

Polski fandom popkultury japońskiej przez lata opierał się na współpracy. Ta niepisana zasada została jednak brutalnie złamana. W ruch poszły przedsądowe wezwania, oskarżenia o "pasożytnictwo" i próby zmonopolizowania powszechnie używanej nazwy. W obronie niezależności stanęli organizatorzy wrocławskiego NiuConu, którzy właśnie ujawnili kulisy walki o słowa "Targ japoński".

Przez dekady polskie konwenty i festiwale fanowskie funkcjonowały jako swoista bezpieczna przystań. Organizacje wspierały się sprzętem, wymieniały wiedzą i często nawzajem promowały swoje wydarzenia. Zgodnie z wiedzą weteranów branży, w polskich organizacjach fandomowych jeszcze nigdy nie było sytuacji, w której jakikolwiek podmiot próbowałby prawnie blokować innych, wysyłając pisma zakazujące używania tak ogólnego określenia, jakim bez wątpienia jest "targ japoński". Ten spokój został przerwany przez spółkę Sensho sp. z o.o., odpowiedzialną za organizację cyklu imprez Ningyo.

Zamiast rywalizować na jakość i atrakcje, organizatorzy Ningyo postanowili uderzyć od strony prawnej. Narzędziem w tej walce stały się wezwania do zaprzestania działalności, które trafiły między innymi do wrocławskiego NiuConu. Organizatorzy tego wieloletniego konwentu opublikowali post ujawniający kulisy sporu. Oficjalne pisma z obu stron to solidne źródło informacji w tej sprawie, a wyłaniający się z nich obraz może okazać się dla fandomu mangi i anime szokujący.

Prawny nacisk i mocne słowa

Wszystko zaczęło się od wezwania wysłanego przez Jakuba L., prezesa Sensho sp. z o.o. W oficjalnym piśmie zażądał on od NiuConu natychmiastowego zaprzestania używania nazwy  "Targ Japoński" oraz usunięcia wszelkich materiałów promujących wydarzenie. Termin na wykonanie tego żądania wynosił zaledwie trzy dni robocze.

Prezes Sensho argumentował to faktem zgłoszenia nazwy do Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej. Według jego interpretacji było to jednoznaczne z rozpoczęciem pełnej ochrony wynikającej z przepisów prawa. W korespondencji pojawiły się oskarżenia o naruszenie zasad uczciwej konkurencji oraz groźby procesów cywilnych i dochodzenia odszkodowań. Z relacji NiuConu dowiadujemy się dodatkowo, że działalność wrocławskich organizatorów została określona w toku sprawy mianem "pasożytowania". Zespół NiuConu, który tworzy konwenty od kilkunastu lat, odebrał to jako skandaliczne i niedopuszczalne.

Dla wielu mniejszych stowarzyszeń takie pismo od prawników mogłoby oznaczać paraliż ze strachu. Presja i wizja kosztów sądowych często zmuszają do ustępstw. NiuCon postanowił jednak nie ulegać tej presji. Organizacja Niuconu, wystosowała 3 czerwca 2025 roku stanowczą odpowiedź. Dokument ten precyzyjnie i merytorycznie wypunktował wszystkie luki w wezwaniu.

Z argumentacji przygotowanej przez wrocławską organizację wynika kluczowa kwestia. Samo rozpoczęcie procedury zgłoszeniowej wcale nie równa się posiadaniu prawa ochronnego. Owszem, ochrona biegnie wstecz od daty wniosku, ale uaktywnia się prawnie dopiero po pozytywnej decyzji urzędu patentowego i uiszczeniu opłat. Złożenie dokumentów to po prostu nie wyrok. Co więcej, NiuCon słusznie zauważył, że określenie "targ japoński" to nazwa potoczna, wskazująca wyłącznie na tematykę wydarzenia. Z tego samego klucza kilkadziesiąt imprez w Polsce używa w tytule sformułowania "targi książki", nie naruszając przy tym niczyich dóbr.

NiuCon bezlitośnie wytknął stronie przeciwnej również braki formalne. Pierwsze wezwanie od Sensho nie posiadało podpisu ani numeru NIP oraz KRS spółki. Bardzo trudno potraktować jako ostateczne pismo coś, co nie spełnia tak podstawowych wymogów.

Warto również z dużą ostrożnością przyjrzeć się samej strukturze biznesowej stojącej za roszczeniami. Z publicznych rejestrów wyłania się zastanawiający obraz ciągłych zmian podmiotów odpowiedzialnych za organizację tych imprez. Spółka Sensho sp. z o.o., która dzisiaj straszy weteranów branży wezwaniami przedsądowymi, została zarejestrowana dopiero w sierpniu 2024 roku z minimalnym wymaganym kapitałem zakładowym. Wcześniej wydarzenia z cyklu Ningyo - a także inne konwenty powiązane z głównym organizatorem - były realizowane przez łańcuszek zupełnie innych bytów prawnych. Działalność operacyjna płynnie przechodziła z jednoosobowych firm na kolejne, nowo powoływane spółki. W świecie biznesu eventowego tak częsta żonglerka szyldami to dla wielu podwykonawców bardzo wyraźna czerwona flaga.

Tym bardziej, że za tymi zmianami idą bardzo konkretne problemy finansowe. Do tej pory w branżowych kuluarach krążyły jedynie nieoficjalne głosy o nieuregulowanych płatnościach. Dzisiaj możemy powiedzieć znacznie więcej - do naszej redakcji zostały dostarczone oficjalne pisma od komornika sądowego. Z dokumentów, z którymi mieliśmy okazję się zapoznać, jednoznacznie wynika, że wobec podmiotów powiązanych z organizacją Ningyo toczyły się postępowania egzekucyjne w związku z niezapłaconymi należnościami wielkości tysięcy złotych. Sytuacja była na tyle poważna, że komornik wprost nakazywał wystawcom, by opłaty za swoje stoiska przelewali bezpośrednio na konto kancelarii, omijając tym samym zadłużonego organizatora.

Tego typu dowody rzucają zupełnie nowe światło na kulisy działania targów Ningyo. Według naszych informatorów ze środowiska, to biznes nastawiony przede wszystkim na błyskawiczną skalę i agresywną monetyzację. W internecie od dawna pojawiały się wypowiedzi rozżalonych uczestników narzekających na olbrzymi tłok, niedociągnięcia organizacyjne i systemowe odmowy zwrotów pieniędzy za bilety. Wizerunek podmiotu, który - jak wynika z pism komorniczych - zostawia za sobą niespłacone zobowiązania, manewruje spółkami, a jednocześnie ucieka się do prawniczych straszaków, by zmonopolizować rynek, brutalnie kłóci się z fanowskimi ideałami. W tym kontekście oficjalne nazywanie wieloletnich twórców polskiego fandomu "pasożytami" brzmi po prostu kuriozalnie.

Triumf wolności słowa

Sprawa ma na szczęście bardzo optymistyczny finał. Jak poinformował dzisiaj w swoim wpisie NiuCon, po upływie niemal roku oraz zgłoszeniu wielu uwag ze strony społeczności, zapadła ostateczna decyzja. Urząd Patentowy jednoznacznie odmówił spółce Sensho sp. z o.o. udzielenia prawa ochronnego na znak towarowy, jakim miało być wyrażenie "Targ japoński".

Polska kultura konwentowa uniknęła w ten sposób bardzo niebezpiecznego precedensu. To gigantyczne zwycięstwo NiuConu. Organizacja z wieloletnim stażem udowodniła, że nie boi się pism od prawników i wykonała solidną pracę na rzecz całego środowiska. Wyciągnięcie tej historii na światło dzienne to czytelny sygnał dla każdego. Polski fandom nie da się stłamsić. Powszechnie używane określenia należą do każdego fana i twórcy, a uczciwa konkurencja zawsze obroni się sama.