Po dłuższej przerwie Maomao i Jinshi ponownie pojawiają się na ekranie. The Apothecary Diaries powraca z trzecim sezonem, a pierwszy odcinek od razu daje do zrozumienia, że twórcy nie zamierzają zmieniać sprawdzonej formuły. Ponownie otrzymujemy mieszankę zagadek, dworskich intryg, humoru oraz relacji między głównymi bohaterami, która rozwija się zdecydowanie wolniej, niż zapewne chciałaby tego większość widzów. Jednocześnie już na starcie pojawia się kilka elementów sugerujących, że tym razem historia może wejść na znacznie większy poziom.
Jednym z najważniejszych wątków pierwszego odcinka jest nie kto inny jak Jinshi. Coraz trudniej mu ukryć swoją prawdziwą tożsamość, a wydarzenia związane z ważną ceremonią organizowaną na cześć cesarza sprawiają, że kolejne elementy układanki zaczynają trafiać na swoje miejsce. To temat, który był stopniowo budowany już wcześniej, dlatego dobrze widzieć, że twórcy nie zamierzają po prostu zostawić go w tle. Wręcz przeciwnie - wszystko wskazuje na to, że prawdziwe pochodzenie Jinshiego będzie jednym z najważniejszych elementów trzeciego sezonu.
Pierwszy odcinek nie odkrywa oczywiście wszystkich kart, ale daje wystarczająco dużo informacji, żeby wzbudzić ciekawość. Jinshi znajduje się w sytuacji, w której nie może już tak łatwo funkcjonować w cieniu i udawać kogoś, kim nie jest. Sama ceremonia staje się więc czymś więcej niż tylko kolejnym wydarzeniem na dworze. Można odnieść wrażenie, że jest to początek większego wątku, który będzie rozwijany przez znaczną część sezonu.
Co ciekawe, w tym samym czasie Maomao znajduje się nieco dalej od pałacowych wydarzeń. Jej sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż Jinshiego, przez co ta dwójka nie spędza ze sobą tyle czasu, ile można byłoby oczekiwać. Maomao zajmuje się własnymi sprawami i nie do końca wie, co aktualnie dzieje się z Jinshim. To z jednej strony pozwala twórcom rozdzielić ich historie, a z drugiej buduje pewne napięcie. W końcu jednym z najciekawszych elementów The Apothecary Diaries od początku była obserwacja tego, jak wydarzenia dotyczące jednej postaci wpływają na drugą.
Maomao jak zwykle nie potrafi jednak przejść obojętnie obok interesującego problemu. Tym razem trafia na sprawę związaną z chorą szarańczą oraz problemami z uprawami. Dla kogoś innego mogłaby być to po prostu kolejna niedogodność, ale dla naszej bohaterki szybko staje się zagadką wymagającą dokładniejszego zbadania. I właśnie tutaj The Apothecary Diaries ponownie pokazuje, dlaczego jego formuła działa tak dobrze.

Maomao nie jest typową protagonistką, która rozwiązuje problemy dzięki sile czy wyjątkowym zdolnościom bojowym. Jej największą bronią pozostają wiedza, spostrzegawczość i ogromna ciekawość świata. Nawet pozornie mało znaczące szczegóły potrafią zwrócić jej uwagę, a następnie doprowadzić do rozwiązania większego problemu. Dzięki temu nawet stosunkowo niewielka zagadka związana z rolnictwem potrafi zainteresować i sprawić, że chce się dowiedzieć, dokąd tym razem zaprowadzi ją śledztwo.
To również dobry sposób na rozpoczęcie sezonu. Zamiast od razu wrzucać widza w ogromną intrygę, twórcy ponownie pozwalają historii rozwijać się stopniowo. Dostajemy kilka mniejszych wydarzeń, które z czasem mogą zacząć łączyć się w większą całość. Jest to zresztą coś, czego można było oczekiwać po wcześniejszych sezonach - The Apothecary Diaries najlepiej działa wtedy, gdy pozwala swoim bohaterom spokojnie dochodzić do kolejnych informacji.
Nie oznacza to jednak, że pierwszy odcinek jest pozbawiony większej historii. Wręcz przeciwnie. Wszystko wskazuje na to, że trzeci sezon będzie składał się z kilku mniejszych wątków, ale jednocześnie otrzymamy jedną większą historię rozciągniętą na wiele odcinków. To właśnie ona może okazać się najważniejszym elementem całego sezonu.
Szczególnie interesujące będzie obserwowanie, jak rozwijać będzie się relacja Maomao i Jinshiego. To jeden z tych wątków, który od dawna jest obecny w The Apothecary Diaries, ale twórcy bardzo ostrożnie przesuwają go do przodu. Ich relacja nadal opiera się przede wszystkim na wzajemnej ciekawości, niedopowiedzeniach i sytuacjach, w których oboje próbują zrozumieć intencje drugiej osoby. Trudno oczekiwać nagłego przełomu, ale pierwszy odcinek po raz kolejny sugeruje, że wydarzenia związane z Jinshim mogą mieć bezpośredni wpływ na Maomao.

I chyba właśnie dlatego tak dobrze ogląda się ten tytuł. Nawet kiedy historia nie pędzi do przodu, cały czas ma się poczucie, że coś ważnego czai się tuż za rogiem. Jeden szczegół może okazać się istotny dopiero kilka odcinków później, a pozornie niewinna rozmowa może nabrać zupełnie innego znaczenia, kiedy poznamy nowe informacje.
Na pochwałę zasługuje również oprawa wizualna. Trzeci sezon nie przynosi zauważalnego spadku jakości animacji. Wręcz przeciwnie - The Apothecary Diaries nadal prezentuje się bardzo dobrze, zarówno podczas spokojniejszych scen, jak i bardziej rozbudowanych sekwencji. Charakterystyczna stylistyka serii pozostała na swoim miejscu, podobnie jak dbałość o szczegóły związane z pałacowym otoczeniem, strojami bohaterów czy przedstawieniem kolejnych lokacji.
To szczególnie istotne w przypadku anime, które nie opiera swojej atrakcyjności wyłącznie na dynamicznych scenach akcji. Tutaj duże znaczenie mają mimika postaci, drobne gesty oraz sposób przedstawiania świata. Maomao potrafi przecież wyrazić więcej jednym spojrzeniem niż niejedna bohaterka długim monologiem. Na szczęście animacja nadal potrafi to odpowiednio uchwycić.
Pierwszy odcinek trzeciego sezonu jest więc dokładnie tym, czego można było oczekiwać po powrocie The Apothecary Diaries. Nie próbuje na siłę wymyślać serii na nowo, tylko rozwija elementy, które już wcześniej działały bardzo dobrze. Dostajemy nową zagadkę dla Maomao, coraz bardziej skomplikowaną sytuację Jinshiego oraz zapowiedź większego wątku, który może zdominować znaczną część sezonu.
Trudno po jednym odcinku wyrokować, dokąd dokładnie doprowadzą nas wszystkie te historie, ale początek jest zdecydowanie solidny. Co ważne, wszystko wskazuje na to, że ponownie czeka nas dłuższa przygoda - trzeci sezon ma liczyć 24 odcinki (wydane w dwóch częściach, kontynuację dostaniemy w kwietniu przyszłego roku). To wystarczająco dużo czasu, aby spokojnie rozwinąć zarówno mniejsze historie, jak i jeden duży wątek przewijający się przez kolejne miesiące.
Największe pytanie pozostaje oczywiście jedno - czy relacja Maomao i Jinshiego w końcu ruszy z miejsca? Po pierwszym odcinku trudno jeszcze udzielić jednoznacznej odpowiedzi, ale wydarzenia związane z prawdziwą tożsamością Jinshiego mogą stworzyć ku temu bardzo dobre warunki.
Na ten moment The Apothecary Diaries wraca więc w bardzo dobrej formie. To spokojny, ale intrygujący początek sezonu, który zamiast od razu wykładać wszystkie karty na stół, zachęca do śledzenia kolejnych wydarzeń. A biorąc pod uwagę to, co zostało zasygnalizowane już w pierwszym odcinku, zdecydowanie będzie warto zaglądać do pałacu Maomao co tydzień.