Recenzje

12 miesiecy temuKończ waść tę opowieść, wstydu oszczędź

Ekranizacje długich mang shounen mają to do siebie, że często pociągają ze sobą odcinki niezgodne z pierwowzorem. Fillery w Naruto są zjawiskiem niemal legendarnym: strusie ninja, płaczący dzieciak zmieniający pogodę czy Zjednoczony Sojusz Mamusiek to tylko kilka przykładów niezwykłej "kreatywności" twórców ze Studia Pierrot. Wytwórnia, wychodząc z założenia, że anime nie może za szybko nadgonić mangi (nawet jeśli jest już dawno zakończona), na przekór całemu światu postanowiła w środku (kiedyś) kulminacyjnego momentu historii wcisnąć kolejną, 19-odcinkową serię fillerów. Czy był to dobry pomysł? Oczywiście, że nie.

"Nie oceniaj książki po tym, że filler...?"

Kroniki Ninja Jiraiyi ~Opowieść o Naruto Odważnym~ jest alternatywnym przedstawieniem losów bohaterów Naruto. Alternatywność ta determinowana jest dwoma pytaniami: co by było, jeśli rodzice Uzumakiego nie zginęliby, a do masakry klanu Uchiha nigdy by nie doszło. Już na samym początku zostajemy zalani falą domysłów i oczekiwań - jakie relacje są między Konohą a Uchiha, jak Minato sprawuje się na stanowisku Czwartego Hokage - można powiedzieć, że cała historia ma potencjał.


Fabuła skupia się jednak przede wszystkim na Naruto i Sasuke. Ten pierwszy, mimo że jego ojciec jest Hokage, nie ma w życiu lekko - mało kto w wiosce potrafi go zaakceptować z powodu zapieczętowanej w nim części Ogoniastego Demona. Mimo to chłopiec zachowuje niezwykłą pogodę ducha i stara się nawiązać więzi z innymi. Zwłaszcza dużą wagę przywiązuje do znajomości z jego kolegą z drużyny, Sasuke Uchiha, członka jednego z najpotężniejszych klanów w Konoha, który zawsze traktuje go jak słabeusza niższego sortu. Lata mijają, obaj dorastają, Naruto zdobywając potężną siłę i szacunek mieszkańców osady, Sasuke pogrążając się z pustej zazdrości wobec Itachi'ego i Uzumakiego i poszukując mocy u niekoniecznie legalnych źródeł. Po wielu przygodach i potyczkach z organizacją Akatsuki obaj bohaterom dane będzie stanąć naprzeciw siebie. Rozpocznie się zacięty pojedynek. Oglądającego z fabularnymi bzdurami.

 

 

Incepcja ninja
Twórcy anime zdecydowali, że nieograniczone możliwości, jakie daje pogrążenie postaci w Wiecznym Genjutsu nie wystarczają im i postanowili umieścić całą historię w opowieści czytanej we śnie, który śni się wewnątrz oryginalnego snu Tsunade. Jeśli ktoś ma w tym momencie skojarzenia z filmem Incepcja może być pewny, że oprócz tego konceptu nic tych filmów więcej nie łączy. I nie mówię tu tylko o Leonardo DiCaprio.

Pierwszym problemem tej serii jest to, że cała historia głównych bohaterów (650+ odcinków) została skompresowana do dziewiętnastu. Liczba występujących po drodze postaci (których można naliczyć ponad 40), jest przytłaczająca, a wątki przez nich reprezentowane są niewiarygodne, niewytłumaczone czy czasem nawet nierozpoczęte. Zaczynając od Sasoriego grającego głównego mafioza Akatsuki, przez Hidana pokonanego przez trzynastoletniego Naruto i na Anko Mitarashi w Korzeniu ANBU nie kończąc. Charakterne postacie zostały sprowadzone do szablonowych słówek i zachowań. Mały Uzumaki zachowuje się bardziej jak idiota z ADHD niż rozrabiak, Kakashi daje się znokautować prostackim genjutsu, a szacunek do potęgi organizacji Brzask niknie proporcjonalnie wraz z pojawianiem się kolejnych członków na ekranie.


"Biegnij, fabuło, biegnij"
Ale nie tylko bohaterowie cierpią z powodu uproszczeń, cała fabuła prowadzona jest po łebkach, które czasami są po prostu kpiną. Na przykład Naruto, który leży nieprzytomny po walce z Sasuke, po krótkiej chwili wstaje i z radością pomyka do wioski aby pokonać Paina. Albo Itachi, który próbując powstrzymać Sasuke przyjmuje na siebie jego atak, po czym jego ciało rozwiewa na wietrze na miliony iskierek. Trzeba dodać, że, co gorsze, całość alternatywnego świata strasznie się uparła, żeby odhaczyć jak najwięcej nawiązań do oryginału, które całkowicie niszczą to, co można by było zrobić z potencjałem historii. Trzeba bowiem przyznać, że do ekranu może przykuć scena, w której Sasuke schodzi na ścieżkę zła z powodu swojego klanu i jego relacji z Konohą, a także stosunku jego ojca do niego i jego brata. Potem jednak dostajemy w twarz Inwazją Paina trwającą półtora odcinka i tekstem Sasuke "Nienawidzę cię Naruto, nienawidzę cię, bo uratowałeś pieska, którego ja się bałem uratować".

Kiedy cała historia zmierza ku swojemu cukierkowemu końcowi, Tsunade budzi się ze snu wewnątrz swojego snu, a fraza, którą wypowiada jest podsumowaniem całego tego niefortunnego przedstawienia: "jestem zmęczona snami". Widzimy pochylającą się nad nią Dana jako Hokage, dostajemy krótką scenkę pokazującą zawarty w pierwowzorze sen Tsukuyomi. I mimo, że opowieść ma dobre momenty, to ten ostatni jest jedynie prawdziwie ciekawym w tej serii. Czy mogę pochwalić coś innego? Mogę polecić kreskę, która summa summarum daje wynik powyżej średniej oraz dobrze dobrane soundtracki (które z braku czasu były miłym elementem nadającym jakikolwiek klimat).

 


"We are fightning fillers"
Po z deczka osobliwych epizodach o śnie Tenten i Killer Bee, poprzeczka dla następnych odcinków została zawieszona na stosunkowo niewielkiej wysokości. Arc fillerów ~Opowieść o Naruto Odważnym~ niestety wyrżnął orła jeszcze kilka metrów przed tą poprzeczką. Seria jest zupełnie pozbawiona sensu, nic sobą nie reprezentuje i zdecydowanie czuć, że została zrobiona na siłę. Wszystko miało gdzieś potencjał, jednak gasząc każdy jego zalążek wiadrami nonsensów nic się już rozpalić nie mogło. Nie jest to najgorsza rzecz w życiu jaką oglądałam, jednak myślę, że od dobrej serii anime można wymagać czegoś odrobinę więcej niż nie bycie najgorszym.

3.6
  • - Wiadra nonsensów i uproszczeń
  • - Bezczeszczenie oryginalnej historii
  • - Zmarnowany potencjał
  • + Postacie Fugaku i innych Uchiha oraz ich relacje z wioską
  • + Być może to ostatnie fillery w tym roku