Recenzje

2 lata temuOparty na nowelce tytuł, który, balansując na krawędzi kiczu i hitu, poszedł we właściwą stronę, dzięki czemu otrzymaliśmy jedno z najlepszych anime zeszłego sezonu.

 

 

„ – Historia o chłopcu, który chciał zostać bohaterem, dokładnie.

- Też bardzo lubię tę opowieść!”

 

DanMachi to skrót od Dungeon ni Deai wo Motomeru no wa Machigatteiru Darou ka, co przetłumaczyć można na „Czy to w porządku podrywać dziewczyny w lochach?”. Jak nie trudno się domyślić, na pierwszy rzut oka seria skupia się na jednym bohaterze i haremie otaczających go wielbicielek, brzmi znajomo, nieprawdaż? W tym wypadku nie należy jednak oceniać książki po okładce.

 

Miasto Orario zamieszkują wojownicy przynależący do gildii (rodzin), na czele których stoją mitologiczni bogowie w tym między innymi Loki, Hefajstos, czy Freya. Bohaterem anime jest Bell Cranel (głos podkłada mu Matsuoka Yoshitsugu – Kirto ze Sword Art Online). Idąc za wskazówkami dziadka pragnie on zostać przez wszystkich wychwalanym bohaterem i tym samym mieć powodzenie u płci przeciwnej. W tym celu dołącza do gildii bogini Hestii jako… jedyny jej członek. Każdego ranka wyrusza do lochów, gdzie stawia czoło hordom potworów, jako początkujący podróżnik ogranicza się jednak do słabych przeciwników. Pewnego razu minotaur przedostaje się z wyższego poziomu i atakuje Bella. Zostaje on uratowany przez Aiz Wallenstein, znaną jako Księżniczka Miecza z gildii Lokiego. Młody wojownik od razu zakochuje się w swojej wybawicielce, która jest znacznie bardziej potężniejsza od niego. Zamierza więc dawać z siebie wszystko, by przegonić ją czym prędzej, a tym samym odwdzięczyć się kiedyś ratując jej życie.

 

Nieoczekiwanie Bell zyskuje umiejętność (skill) pozwalający mu na zyskiwanie doświadczenia znacznie szybciej od innych. Jedynym warunkiem jest niezłomna determinacja w dążeniu do celu, której mu nie brakuje. Te nagłe przyrosty mocy nie są pozytywnie odbierane przez wszystkich starszych podróżników, poświęcających lata na to co Bell zyskuje w miesiąc. Młody Cranel nie zamierza jednak ugiąć się przed nikim.

 

Powróćmy jednak do tematu bogini Hestii, postaci która jeszcze przed premierą anime zaczęła robić furorę w Japonii, figurki z jej podobizną sprzedają się tam w niewiarygodnym tempie.

 

 

Młoda Hestia jest bardzo „obdarzona” jak na swoją drobną posturę, przez co inne boginie często jej zazdroszczą. Jest bardzo radosna i zadziorna, ale przede wszystkim uwielbia swoje jedynego podopiecznego, można nawet powiedzieć, że jest w nim zadurzona. Jest więc częścią haremu Bella, który wraz z postępem historii się powiększa. Autorzy nie mogli odejść od tego wątku, ale na szczęście młody podróżnik nie zaniedbuje z tego powodu treningów i stara się podbijać coraz wyższe poziomy lochów.

 

Od samego początku ta 13-odcinkowa seria niebezpiecznie wahała się między upadkiem w ecchi, a niezwykłą przygodą.  Na szczęście wraz z kolejnymi epizodami widzimy, że marzenie o zostaniu wielkim wojownikiem jest najważniejszym przesłaniem jakie chcieli ukazać twórcy. Dramatyzm i przedstawiona definicja prawdziwego bohatera w ostatnich odcinkach tylko utwardzają, że seans był wart poświęconego czasu, a drugi sezon to pozycja obowiązkowa.

 

 

„Jeśli ktoś ma prawo do bycia nazywanym bohaterem, to nie ten, który dzierży miecz, ani ten skryty za tarczą, ani nawet ten, który leczy rannych. Tylko ten, który naprawdę ryzykuje życiem może być bohaterem. Chroń więc przyjaciół, uratuj wybrankę serca i stawiaj czoło niebezpieczeństwu. To bez znaczenia, czy upadniesz. Ważne, że włożysz w to serce. Poprzez porażkę rodzi się zwycięzca. Trwaj przy swoich marzeniach, dawaj z siebie wszystko, a jeśli się postarasz zostaniesz najwspanialszym bohaterem w historii.”

 

7.9
  • - Niedokończone wątki
  • - Mimo małej liczby odcinków akcja była przeciągana
  • + Dobre walki
  • + Ciekawa końcówka
  • + Dobre soundtracki