Recenzje

2 lata temuDowód na to, że dobre anime wciąż powstają

 

Nie ma wątpliwości, że dzieciństwo stanowi niepodważalną trampolinę całego życia człowieka. Kiedy jesteśmy młodzi, kształtuje się nasz charakter i osobowość, a wydarzenia, których wtedy doświadczamy mogą bezpośrednio wpływać na nasze dorosłe życie. Czasami z powodu smutnych wspomnień odcinamy się od niego, jednak nawet zatarte przez pamięć obrazy potrafią wrócić do nas w nieoczekiwanym momencie. W przypadku Boku dake ga Inai Machi w bardzo dosłownym tego słowa znaczeniu.

 

Powrót do przeszłości
Japonia, czasy współczesne. Satoru Fujinuma, lat 29, apatyczny sprzedawca pizzy o niemrawych aspiracjach zostania mangaką nie jest typem bohatera, który z miejsca zdobędzie wianuszek fanów. Nasz gburowaty i zamknięty w sobie protagonista posiada jednak nietypową zdolność – czasami w nieoczekiwanych momentach potrafi cofnąć się o kilka minut w czasie. Następuje to zawsze chwilę przed nastąpieniem jakiegoś nieszczęścia, a Satoru na tyle na ile potrafi zawsze próbuje mu zapobiec. A że los nie zawsze mu sprzyja, zdarza mu się na przykład przy jednej z takich okazji zostać potrąconym pod samochód.

 

Pewnego wieczoru, gdy odwiedza go matka, aby mieć syna na oku po jego wyjściu ze szpitala, przypadkowo zauważają w telewizji zawiadomienie o zaginięciu dziecka. Kobieta wspomina wtedy incydent, który wydarzył się wiele lat temu w ich rodzinnym mieście, kiedy to zamordowana została trójka okolicznych dzieci.

 

 

Dzień później matka Satoru przypadkowo staje się świadkiem nieudanego porwania małej dziewczynki. Niestety jej spostrzegawczość ściąga na nią tragiczne konsekwencje, a bohater pod ich wpływem ponownie cofa się w czasie. Tym razem jednak zostaje "przywrócony" trochę dalej niż kilka minut wstecz - bowiem o 18 lat do roku 1988. 29-letni Satoru zamknięty w swoim wcieleniu z piątej klasy podstawówki, postanawia za wszelką cenę zapobiec morderstwom dzieci, które miały wtedy miejsce i które prawdopodobnie łączą się w wydarzeniami z przyszłości. Za cel obiera sobie ochronę Kayo Hinazuki, pierwszej z ofiar, o której nieuratowanie obwiniał się przez całe życie. Rozpoczyna się wyścig z czasem, zdarzeniami napisanymi niegdyś na kartach historii oraz tajemniczym mordercą.

 

Taśma wspomnień
Boku dake ga Inai Machi zaliczany teoretycznie do seinen, czyli tworów skierowanych dla młodych panów, zbiera w sobie o wiele więcej niż podpowiada nam jego gatunkowa nazwa. Oprócz nadnaturalnych mocy Satoru, znajdziemy tu również wątki romantyczne i szczyptę kryminału, jednak tym, co stanowi główny trzon całej historii to okruchy życia połączone z dramatem. Dowiadujemy się, że odrętwiały charakter Satoru ma korzenie w tragicznych wydarzeniach z dzieciństwa, dlatego gdy dostaje szansę by odwrócić koleje rzeczy, desperacko próbuje ją wykorzystać. Cofnięcie w czasie daje mu jednak o wiele więcej - Satoru uświadamia sobie, jak szczęśliwe miał dzieciństwo i jak łatwo zatarły się w pamięci niedoceniane drobne radości lat dziecięcych. Przypomina sobie również dawno zapomniane pragnienia, które mimo 29 lat na karku nadal podświadomie chce spełnić. Seria dotyka również innych problemów - okazuje się bowiem, że wycofana z klasowej społeczności Kayo jest nie tylko przyszłą ofiarą seryjnego mordercy, ale także ofiarą przemocy ze strony swojej matki. A podejmowane tematy nie kończą się nawet na tym…

 

 

Nie ma się jednak co obawiać, że zostaniemy zasypani filozoficzno-psychologicznymi problemami o głębokości Rowu Mariańskiego. Seria mimo swojej wielowymiarowości i przytulnego klimatu jest poprzeszywana trzymającymi w napięciu wydarzeniami, które skutecznie przyciągają do ekranu już od samego początku. Co się wydarzy w następnym odcinku? Czy bohaterowi uda się zmienić przeszłość i zapobiec wydarzeniom z przyszłości? Czasem może i braknie w tym odrobiny nieprzewidywalności, odcinki kończą się w przedramatyzowanych momentach, a tajemnic kryminalnych jest tyle co podmiejskich autobusów w niedzielę wieczór, jednak co zrobić jeśli, motyla noga, fabuła i bohaterowie wciągają nas emocjonalnie już od pierwszych epizodów?

 

Oprócz głównego bohatera pojawi się również cała plejada innych postaci. Mamy matkę Satoru, samotnie wychowującą syna, silną kobietę o niesamowitej intuicji – dosłowny wzór idealnej, ale też nie wyidealizowanej rodzicielki. Jego przyjaciół z dzieciństwa, wychowawcę, przyszłe ofiary morderstw, innych mieszkańców miasteczka, a także osoby z „przyszłości” z których duża część potrafi okazać Satoru odrobinę przyjaźni, często nawet niezbędnej, gdyż działania bohatera nie ograniczają się jedynie do jednej linii czasowej. Nie możemy również zapomnieć o mordercy, który czai się gdzieś wśród wyżej wymienionych postaci i aż szkoda, że nie poświęcono trochę więcej antenowego czasu na wyjaśnienie jego motywów. Bohaterowie tego anime nie są wybitnymi indywiduami, tworzą jednak wiarygodną, przemiłą paczkę elementów budujących i wspomagających fabułę.

 

Efekt (niebieskiego) motyla
Wydaje się, że zamknięcie 7-tomowego mangowego pierwowzoru w 12-odcinkowej serii to porywanie się z motyką na Słońce czy inne odległe ciało niebieskie. Mimo, że czasem czuć lekki pośpiech i niedomówienia, czuć jednak, że scenariusz każdego odcinka został porządnie przemyślany, chociażby po to, żeby móc targać sercami nieszczęsnych oglądających w ostatnich sekundach przed pojawieniem się napisów końcowych. Technicznie seria stoi na naprawdę dobrym poziomie – ścieżka dźwiękowa, choć mało kto zauważy w ogóle jej istnienie, świetnie podkreśla wydarzenia na ekranie, z kolei opening (Re: Re Asian Kung-Fu Generation) oraz ending trudno przepędzić z głowy przez naprawdę długi czas.

 

Kreska jest bardzo schludna (zwłaszcza jeśli przyrównać ją do mangi) i świetnie dopełnia się ze szczegółowymi tłami. Animacja również wypada dobrze, przy czym duży plus należy się pracy kamery. Buduje niesamowity klimat serii ukazując wydarzenia z przeszłości w bardziej panoramicznym kadrze, a także nierzadko wykorzystując światło i najazdy do budowania odpowiedniej otoczki wokół wydarzeń.

 

 

Angielski tytuł tej serii brzmi ERASED (ang. wymazany), a samo Boku dake ga Inai Machi można przetłumaczyć jako Miasto, w którym brakuje tylko mnie. Jeśli chcecie się dowiedzieć co niosą ze sobą te słowa i/lub szukacie przytulnej serii napakowanej napięciem i emocjami, jednocześnie łączącej fantastyczne moce z prostotą codzienności, to jest to seria idealna. Nie prezentuje nam wybitnych bohaterów i ponadczasowych gagów, ale wystarczy chwila nieuwagi, aby wpaść w spiralę wydarzeń. I nie ma co się opierać – dajcie się w nią wciągnąć jeszcze bardziej.

8.9
  • - słabe rozwinięcie wątku kryminalnego
  • - miejscami naiwność i skróty
  • + trzymająca w napięciu fabuła
  • + klimat, wielowymiarowość
  • + dotyka ważnych problemów