Recenzje

3 miesiące temuW odległej przyszłości ludzkość lata świetności ma już dawno za sobą. Ogromne miasto, niegdyś zarządzanie przez nasza rasę, jest samoczynnym organizmem, który traktuje ludzi jak zarazę.

 

Japońska manga BLAME! to obok Ghost in the Shell jeden z największych klasyków gatunku sci-fi. Za powstanie tego tytułu odpowiada Tsutomu Nihei - pan, który ma na swoim koncie również taką mangę jak Sidonia no Kishi. Ekranizację Rycerzy Sidonii w 2014 roku stworzyło studio Polygon Pictures (Ajin). Nic więc dziwnego, że również ta sama ekipa postanowiła zabrać się za wcześniejsze dzieło pana Nihei, czyli BLAME!. Swoją cegiełkę do tego projektu dołożyła również platforma Netflix. Tak oto powstał BLAME! – produkcja Netflix Original. Na pokładzie nie zabrakło także reżysera – pana Hiroyuki Seshity – który pracował zarówno przy Ajin, jak i przy Sidonia no Kishi.

 

Już na samym wstępie należy zaznaczyć, że film nie stanowi stricte ekranizacji mangi z 1996 roku. Bazuje on bowiem na tytule Blame!: Denki Ryoushi Kiken Kaisou Dasshutsu Sakusen, za który odpowiada Koutarou Sekine (Ninja Slayer Kills). Dlatego też fani twórczości pana Nihei dostrzegą spore zmiany w fabule, względem oryginalnego BLAME!.

 

 

Akcja filmu toczy się w ogromnym mieście, które przed setkami lat było zarządzane przez ludzi. Niestety, ze względu na tajemniczą zarazę ludzkość utraciła władzę nad metropolią. Ta natomiast zaczęła samoistnie się rozrastać. Co więcej, miasto postanowiło poddać ludzi eksterminacji. Pozostały ich tylko garstki żyjące w ukryciu.

 

Głównymi bohaterami są pojedynczy mieszkańcy małej ludzkiej osady. Na pierwszym planie przewijają się takie postacie jak nastoletni Zuru, Tae, czy Fusata. Najważniejsze role należą jednak do androidów, Killy’ego i Cibo.

 

 

Killy to młody mężczyzna przemierzający kolejne poziomy miasta w poszukiwaniu ludzi posiadających gen sieciowy. Dzięki temu genowi ludzkość potrafiła kontrolować miasto. Niestety, na skutek zarazy został on utracony. Killy ma nadzieję odnaleźć choć jedną osobę noszącą wspomniany gen. Cibo natomiast jest, a raczej była, inżynierem. Oferuje mieszkańcom osady pomoc w znalezieniu zarówno pożywienia jak i nowego schronienia.

 

Cała fabuła filmu skupia się na zmaganiach ludzkości z robotami (safeguardami) wysyłanymi przez miasto. To prawdziwa walka o przetrwanie, w której ludzie stoją po przegranej stronie.

 

 

Produkcje studia Polygon Pictures charakteryzuje bardzo komputerowa grafika, która spotyka z mieszanym odbiorem wśród fanów mangi i anime. Momentami możemy dostrzec spadki jakości  i jakby „spowolnione” ruchy postaci, przez co odbiór jest nieco męczący. Ten styl graficzny broni się jednak w momentach przepełnionych akcją. Widowiskowe pociski z pistoletu grawitacyjnego wyglądają naprawdę efektownie i uzyskanie podobnej wizualizacji klasyczną metodą animacji byłoby niezwykle trudne. Ponadto, tła wyglądają naprawdę dobrze - elementy ogromnego i ponurego miasta towarzyszą nam w niemal każdej scenie

 

Osobiście moją uwagę przykuły świetne soundtracki wykorzystane w filmie. Szkoda jednak, że były one wstawiane bardzo sporadycznie, na krótki okres czasu (kilka sekund). Nad kompozycją muzyki czuwał pan Yoshikazu Iwanami, który ma swój udział w naprawdę wielu świetnych produkcjach np. Ajin, Baccano!, Another, czy nawet Fate/Zero.

 

 

Choć film fabularnie różni się od oryginalnego BLAME!, prezentuje świat wykreowany przez Tsutomu Nihei w taki sposób, aby widz nie otrzymał przesytu informacji i jednocześnie świetnie bawił się podczas seansu. Wiele wątków zostało pominiętych lub zmienionych. Co więcej, zakończenie można uznać zarówno za zamknięte jak i otwarte. Najlepiej sami oceńcie, czy pełnometrażowy BLAME! wymaga kontynuacji (z rozwinięciem wątków mangowych), czy jednak jest to produkt „pełen”.

 

7.8
  • - Momentami nie zachwyca
  • - Mało rozwiniętych wątków pobocznych
  • - Spadki jakości animacji
  • + Świetne efekty wizualne
  • + Niezwykła kreacja postaci Killy'ego
  • + Klimat post-apo sci-fi