Czytelnia

Katarzyna „Hitohai” Wasylak to polska autorka wielu mangowych komiksów. Znana z tytułów takich jak „Česary” czy „Red Dada”, opowie nam o swoim najnowszym dziele – „Hito Wieczny Tułacz: Wietnam”, powspomina stare czasy i zdradzi nam kilka swoich inspiracji. Zapraszamy do lektury!

 

Poprawność polityczna i poważny ton. Już pierwsza strona Wietnamu rozwiewa wszelkie złudzenia, że ich nie będzie. Czy od początku miałaś wizję tego, w jakim tonie chcesz poprowadzić swoją podróżniczą autobiografię? 

 

Na początku zawsze jest trudno – rozważałam różne formy Wietnamu, szczególnie powołując się na podróżnicze książki, w których czytelnikowi przedstawia się dużo informacji na temat zwiedzanego kraju, jego kultury, kuchni itp. Jednak taki format wydał mi się trochę nudny, a do tego nie czułam się na tyle kompetentna, żeby udawać, że mogę być przewodniczką po kraju, w którym spędziłam tak mało czasu. Zdecydowanie pomogła mi lektura Pjongjang Delisle’a – ten komiks jest lekki, bardzo subiektywny i nie daje głębokiego wglądu w kulturę Północnej Korei, ale też nie udaje, że stara się to zrobić. Jest po prostu zbiorem anegdotek z wyjazdu do egzotycznego kraju.

 

Przygody przedstawione w pierwszym tomie Hito-Tułacza raczej nie przydarzają się zwykłym turystom. Skąd idea takiej formy zwiedzania świata?

 

Po pierwsze, aby lepiej poznać nowe miejsce trzeba wejść w jego lokalne struktury – zaangażować się w jakąś działalność i współpracować z tamtejszymi ludźmi. Inaczej można nigdy nie przebić się przez szklany klosz bycia turystą. Po drugie, wolontariat w założeniu ma na celu niesienie wsparcia – co było moją główną motywacją. Po trzecie, koszty tej podróży znacznie się zmniejszyły dzięki temu, że nie płaciłam za zakwaterowanie.

 

 

Jeśli wierzyć zapowiedzi, krajem jaki odwiedzimy w drugim tomie będzie Hongkong, w którym byłaś przed wyjazdem do Wietnamu. Skąd decyzja o zaburzeniu chronologii?

 

Podobnie jak Delisle, który powiedział, że musi wystarczająco oddalić się od kraju, który zwiedził mentalnie i fizycznie, aby zacząć o nim pisać, ja też potrzebuję czasu, aby zbudować taki dystans do własnego doświadczenia. Poza tym, Wietnam był bardzo intensywną przygodą, którą jak najszybciej chciałam opisać.

 

Czy masz już upatrzony kolejny podróżniczy cel? Czy teraz wolisz zatrzymać się gdzieś na dłużej?

 

Nieprzypadkowo Żyd Wieczny Tułacz był inspiracją do tytułu mojego komiksu… Jego tułaczka była przekleństwem i karą. Oczywiście, nie mówię, że tak jest też u mnie <śmiech>, ale trochę rozumiem jego sytuację. Chciałabym gdzieś osiąść, ale ciągle nie znalazłam właściwego miejsca.

 

Jak wspominasz współpracę ze Studiem JG przy pierwszym wydaniu Česarego? To już ponad 10 lat temu!

 

Od początku bardzo się cieszyłam, że zaczęłam z nimi współpracę, ponieważ mieliśmy i mamy nadal świetny kontakt i entuzjastycznie podchodzimy do każdej nowej publikacji.

 

Jak obecnie czytelnicy reagują na twoją twórczość? Wspomniałaś, że pierwsze wydanie było odbierane raczej negatywnie.

 

Tak, nie było łatwo. Moje publikacje są jak wino <śmiech>. Możliwe, że teraz docenia je więcej osób ponieważ umysły czytelników otworzyły się na bardziej niszowy styl i historie, na co dekadę temu nie było takiego zapotrzebowania.  

 

Motywy filozoficzno-psychologiczno-religijno-kulturowe stanowią jeden z silników napędowych twoich poprzednich tytułów. Czy jest to jedynie wyrzut wyobraźni, czy zakładasz np., że skłonią one czytelnika do refleksji, zgłębienia nawiązań?

 

Jest to dosyć spontaniczny wyrzut, zdecydowanie <śmiech>, ale kiedy czytelnicy piszą, że odkodowują pewne nawiązania i wynajdują poukrywane smaczki, jestem w ekstazie <śmiech>.

 

Jaka jest Twoja ulubiona postać z Hitowersum?

 

To zależy od nastroju. Akira jest z pewnością moją pierwszą miłością, ale równie mocno jestem przywiązana do Benjiego i Nezumiego.

 

 

Istnieje teoria która zakłada, że wszystkie filmy Pixara dzieją się w jednym uniwersum. Czy Hitowersum jest połączone ze sobą w podobny sposób?

 

Cesary i Materia Dziwactwa są zdecydowanie połączone, a reszta to osobne twory, w których jednak nić połączenia nawiązuje się przez dodawanie postaci lub motywów z poprzednich tomów.

 

Skąd się wziął twój pseudonim?

 

To dosyć kompromitująca sprawa… W liceum, kiedy uczyłam się japońskiego, chciałam wymyślić sobie ksywkę nie do podrobienia, która będzie w dodatku coś znaczyć. Stąd wyszło „hi” jako ogień, „to” jako łącznik i „hai” jako popiół. Taka bipolarna struktura odzwierciedlająca moje wzloty i upadki <śmiech>. 

 

Jak wspominasz bycie fanem M&A we wczesnych latach (w odniesieniu do obecnych czasów)?

 

Doskonale! Przez to, że na polskim rynku mieliśmy tak mało dostępnych tytułów, wszystko było na wagę złota. Tworzyły się bardzo prężne siatki fanów wymieniających się mangami i kasetami video. Pisaliśmy listy. Kserowaliśmy własną i cudzą twórczość i tłumaczyliśmy zagraniczne komiksy… A konwenty zawsze były odkrywcze. Było intensywnie i niszowo – świadomość czym jest manga w Polskim społeczeństwie była tak znikoma, że czytanie japońskich komiksów nie wydawało się niczym innym, niż czytanie bajek. Wielu fanów było przez to szykanowanych, dlatego często ukrywaliśmy ze swoim niezrozumiałym hobby.  

 

W kadrach twoich komiksów często pojawiają się cytaty z piosenek. Jakie znaczenie mają one podczas tworzenia? Czy masz swój ulubiony gatunek/wykonawcę?

 

Muzyka to jedno z największych inspiracji dla moich rysunków. Gdybym mogła zamienić się talentami, wolałabym być muzykiem. Przypuszczalnie aranżowałabym wtedy utwory Szymanowskiego na garnki i dzwonki alpejskie <śmiech>. Moją absolutną boginią jest Björk, ale uwielbiam też japońską elektronikę z lat 80/90tych oraz jazz.  

 

W dodatkach często padają nazwy Twoich mangowych inspiracji. A co z wpływami pozamangowymi?

 

To nieskończenie szerokie pole – każda książka/film/osoba/wydarzenie, które zapadnie mi w pamięć ze względu na swoje odstawanie od normy ma 99% szans na wylądowanie w komiksie.

 

 

Czy masz jakieś mangowe tytuły, które chętnie zobaczyłabyś wydane na polskim rynku?

 

Od kiedy mamy Riyoko Ikedę i Junji Ito na naszym rynku, nie mam więcej życzeń.

 

Do jakiego gatunku/rodzaju zaliczyłabyś swoje publikacje? Niby manga, niby akcja…

 

Sama nie wiem…to niby fantasy, ale nie do końca…Magiczny realizm, ale nie całkowicie…

 

Czy planujesz aktualnie inną serię?

 

Na razie skupiam się na Tułaczu, a potem… kto wie?

 

Bardzo dziękujemy za wywiad i trzymamy kciuki za na kolejny tom Hito Wiecznego Tułacza. Dużo sukcesów!

 

Niedawno na naszym rynku pojawiła się reedycja poprzednich komiksów autorki wzbogaconych o dodatki specjalne oraz w ujednoliconej szacie graficznej. Na naszej stronie możecie zaś znaleźć recenzję jej najnowszego dzieła, Hito Wieczny Tułacz: Wietnam. Zapraszamy!