Czytelnia

Moje top 10 tasiemców, czyli serii, które ciągną się latami, te które można pokochać lub znienawidzić. Zestawienie opieram na własnym doświadczeniu i guście, więc jeśli czyjś faworyt się tu nie znajdzie lub pozycja będzie nie zadowalająca to proszę nie mieć za złe. Nieobecność niektórych klasycznych pozycji pozwoliłem sobie wyjaśnić pod koniec artykułu.


Na wstępie pragnąłbym wytłumaczyć dlaczego lubię długie serie, czyli tzw. "tasiemce". Oglądanie tych dziesiątek, a czasami setek odcinków, odbieram jak czytanie długiej, wielotomowej książki. Wraz z biegiem fabuły poznajemy bohaterów coraz bardziej, widzimy jak się zmieniają, jak dorastają, zawierają nowe przyjaźnie itd. Lubię wyruszyć w podróż i dzielić z postaciami chwile radosne, ale i te smutne. Niekiedy, krótka historia nie jest w stanie porwać widza (czy też czytelnika w przypadku mangi) i przedstawić wszystkiego czego sam odbiorca wymagałby od danej serii - czuje się niedosyt. Nie boję się usiąść i stawić czoła setkom epizodów, to coś wspaniałego -  jak wspomniałem, niczym dobra lektura.

 

Postaram się zbytnio nie spoilerować, gdyby ktoś chciał sięgnąć, po któryś z poniższych tytułów.

 

Miejsca 10 - Bleach 

Seria reprezentuje obecnie o wiele niższy poziom niż w latach świetności, ale dostaje miejsce w top ze względu właśnie na dawne czasy. Ponadto, jeśli chodzi o anime Bleach, to zawsze można było liczyć na fillery na poziomie, co jest niespotykane w tytułach tego typu. Choć ekranowa adaptacja dobiegła końca po 366 odcinkach to nadal ukazują się rozdziały mangi.

 

Miejsce 9 - 666 Satan

Naprawdę dobry tytuł autorstwa Seishiego Kishimoto (brat bliźniak autora Naruto). Mimo, iż pozycja ta nigdy nie dostała anime na podstawie mangi, to jest bardzo ciekawa i każdy fan shonenów powinien po nią sięgnąć. Wiele walk, przyjaźń i przygody, czyli to czego można wymagać od takiej serii. Plusem jest fakt, iż manga skończyła się po 19 tomach (2001 - 2007) i nie była na siłę rozciągana - czyta się szybko i przyjemnie.

 

Miejsce 8 - D.Gray-man

Tytuł o prawdziwych egzorcystach. Nie taki jak Ao no Exorcist, gdzie można trafić nawet na klasyczny odcinek plażowy - *facepalm*. Niektórym ta pozycja może wydać się z początku nudna, ale warto się w nią zagłębić. Niestety mimo swojej wyjątkowości i interesującego sposobu prowadzenia fabuły ląduje tylko na 8 pozycji. Powodem tego jest fakt, iż niefortunnie przez wzgląd na chorobę autorki manga obecnie jest na wstrzymaniu - rzecz jasna myślę, że żaden fan nie ma jej tego za złe. Anime kończy się na 103 odcinku, po którym można przeczytać jeszcze paredziesiąt chapterów i dotrzeć właśnie do fabularnej przerwy. Warte obejrzenia, warte przeczytania.

 

Miejsce 7 - Space Brothers

Niektórych ten wybór pewnie zaskoczy, bo nawet nie słyszeli o tym tytule. Historia skupia się na dwójce braci, których marzeniem jest zostanie astronautami. Bardzo wciągające i bardzo przyjemnie. Nie ma walk, gdyż nie jest to shonen. Tasiemiec, który nie jest shonenem? Tak, właśnie tak. O dziwo jest to niesamowicie ciekawa i dobrze wykonana historia. Anime zatrzymało się na 99 odcinku, gdyż zbyt zbliżyło się do mangi, a twórcy widocznie nie chcieli wprowadzać fillerów. Gdy tylko wyjdzie odpowiednia ilość rozdziałów to ekranizacja ruszy na nowo. Dajcie tej pozycji szanse, a mile się zaskoczycie - mimo iż nie ma tu walk. Anime jest wykonane przepięknie, graficznie stoi na niesamowicie wysokim poziomie.

 

Miejsce 6 - Naruto

I pragnę zaznaczyć, iż nie chodzi o anime, a o mangę Naruto. Anime mimo, że czasami zachwyca muzyką, klimatem i grafiką to niestety jest wydłużane fillerami jak tylko się da. Co się tyczy mangi, w przeciwieństwie do brata, Masashi poprowadził swoją historię bardzo długo (obecnie 675 rozdziałów). Z pewnością byłby w stanie to trochę skrócić, może dzięki temu nie dotarł do etapu, który spowodował umieszczenie tej serii tak nisko. Bo choć starsze chaptery tylko zachwycały to obecna akcja prosi się o przytoczenie słynnych słów Kmicica z Potopu - "kończ waść, wstydu oszczędź" (chociaż z pewnością wielu obecne wydarzenia się podobają, nie miałem zamiaru ich obrazić). Ze względu na całokształt serii, postacie i niesamowity klimat, tytuł otrzymuje 6 miejsce.

 

Miejsce 5 - Hajime no Ippo

Ippo pokonuje Naruto w rankingu, ale w końcu kogo Ippo nie pokonał. Seria przedstawia losy młodego boksera imieniem Makunouchi Ippo. Manga wychodzi od bardzo dawna, bo aż od 25 lat i liczy już ponad 1000 rozdziałów. Na jej postawie powstały obecnie 3 serie anime (75, 26 i  25 odcinków) i każda z serii trzyma niesamowicie wysoki poziom w każdej z kategorii, zaczynając od grafiki, poprzez muzykę a kończąc na nieziemskim graniu na emocjach. Chyba jedyna pozycja, podczas oglądania której widz może aż spocić się z emocji. Warto zauważyć, że 3 sezon anime kończy się po ok. 550 rozdziale (126 odcinków) więc każda seria zużywa spory zapas rozdziałów. Shonen sportowy z walkami, łączy w sobie więc dwa gatunki. Co się tyczy fabuły to również jest świetna, nie ma się do czego przyczepić. Może jedynie ilość chapterów przeraża, ale autor chyba w inny sposób nie mógłby ująć walk bokserskich tak by widz w pełni je odebrał (pare ciosów na rozdział). Anime nie ma fillerów.

 

Miejsce 4 - Hunter x Hunter

Manga jest po prostu genialna, ma jednak jedną wielką wadę, która niestety zrzuca ją podium. Tym mankamentem jest fakt, iż autor od kiedy zaczął ją rysować w 1998 roku, przez te lata zrobił bardzo wiele przerw. Na szczęście już 27 maja tytuł wraca do Weekly Shonen Jumpa, mam nadzieję, że na dobre! Pozycja doczekała się ekranizacji w postaci anime (62 odcinki, 1999 - 2001) oraz remake'a, który trwa do dziś (obecnie 128 odcinków). Niesamowita fabuła, zwroty akcji, krew i brutalność, której brakuje w innych shonenach. Stanowczo nie dla dzieci. Gdyby tytuł był wydawany bez przerw nie wahałbym się umieścić go nawet na 2 miejscu (a kto wie czy nie na 1). 

edit (24.09.14r) - Powstał artykuł poświęcony tej serii: link

 

Miejsce 3 - Fullmetal Alchemist

Chyba nikomu w polskim fandomie serii nie trzeba przedstawiać. Mimo, iż anime nie wydaje się tasiemcem to manga nim jest (27 tomów, miesięcznik, 2001 - 2010). Bracia zajmujący się alchemią, pragnący odzyskać utracone ciała. Za niesamowitą fabułę, postacie i akcje zasłużone 3 miejsce. Jedna z najlepszych pozycji jakie dane mi było czytać i oglądać (zarówno 1 serię opartą tylko części na mandze jak i FMA:Brotherhood). Kto nie widział niech sięga koniecznie. Jedno z najwyżej ocenianych anime (i mang) w historii. Seria od początku do końca nieskalanie genialna.

 

Miejsce 2 - Major

Wielu pewnie nawet nie słyszało o tym tytule, prawdziwy czarny koń. Jest to seria sportowa, przedstawia całe sportowe życie baseballisty Shigeno Goro. Stosunkowo długa (78 tomów, 1994 - 2010), doczekała się aż 6 sezonów anime (po 25-26 odcinków każdy). Nie jest to coś pokroju Kuroko no Basket, czy obecnie emitowanego Haikyuu. Major reprezentuje zupełnie inny poziom sportowych serii. Ani odrobinę nie skupia się na bishach. To fabularny potwór, jeśli mogę użyć takiego określenia. Nie wiem czy w ciągu życia spotkałem się z anime mającym tak dobrą fabułę. Po obejrzeniu wszystkich odcinków w człowieku zostaje ogromna pustka (więc oglądacie na własną odpowiedzialność *haha*). Zasłużone miejsce na podium, naprawdę. Warte obejrzenia nawet dla tych, którzy nie preferują sportowych anime - sam nie interesowałem się baseballem, ale chciałem jakieś ciekawe anime i takie otrzymałem.

edit (25.08.14r) - Powstał artykuł poświęcony tej serii: link

 

Miejsce 1 - One Piece

Chyba jedyną serią, która byłaby w stanie zagrozić tej mandze jest Hunter x Hunter (gdyby był wydawany regularnie, a jak wspomniałem wcześniej, mam nadzieję, że teraz już tak będzie). Kto nie słyszał niech usłyszy, najpopularniejsza pozycja na świecie. Wygrywa w każdym rankingu jaki może wygrać. Autor stworzył jedyny w swoim rodzaju piracki świat, fabuła jest nienaganna, przez te wszystkie 746 rozdziałów Eiichiro Oda nie popełnił ani jednego błędu. Uniwersum jest tak ogromne, że aż dziw, iż może tym operować jedna osoba. Emocje, walki, super moce, płacz, śmiech, tu jest wszystko. Niektórzy uważają, że seria o gumowym chłopaku i piratach to tandetny pomysł na mangę jednak już po chwili zmieniają zdanie. Animacja w ekranowej adaptacji (obecnie 643 odcinki, baaardzo mało fillerów) w początkowych epizodach (1997 rok) jest na niskim poziomie, ale potem wszystko się poprawia. Nie dajcie się odrzucić na początku, bo naprawdę warto zagłębić się w tę historię - dobrą jak żadna inna. Nawiązując do wstępu - gdyby ta manga wychodziła w postaci cyklu książek to bym je kupował i zaczytywał się jak szalony : )

 


 

Na sam koniec wyjaśnię dlaczego w rankingu nie znalazły się niektóre znane serie. Mimo iż wiem, że są genialne i z pewnością chciałbym je umieścić w top to jednak nie mogłem tego  uczynić.

Dragon Ball - to klasyk, staram się nie porównywać go z obecnymi anime, które były po części na nim wzorowane . Z obecnego punktu widzenia inne serie mogą wydawać się lepsze, ale jest tak tylko dlatego, że autorzy dostrzegli błędy Toriyamy i starali się je unikać - dlatego porównanie nie byłoby fair. Oczywiście w duchu dla mnie zawsze będzie to numer 1.

Gintama - To bardzo dobra seria, wiele osób mi ją poleca. Niestety widziałem tylko parę odcinków, nie mogłem napędzić mojego wewnętrznego silnika żeby pochłonąć ją jak inne tasiemce - przynajmniej do tej pory (pewnie w wakacje się to zmieni i ją "pożrę"). Mimo wszystko sądzę, że spokojnie umieściłbym Gintamę w top więc również polecam.

Legend of Galactic Heroes - przez wielu uważane za jedno z najlepszych anime w historii. Seria 110 odcinków OVA, Bardzo stary tytuł, jednak nie przez to się tu nie znalazł. Niestety tak jak w przypadku Gintamy, nie obejrzałem LoGH całego więc nie mogę tej pozycji umieśćić w top. Ale bez wątpienie jest to tytuł, który każdy powinien obejrzeć (o ironio sam nie widziałem). Należy dodać, że niedługo szykuje się remake serii.

Saint Seiya - jak większość Polaków, oglądałem ten tytuł, gdy był emitowany w telewizji ramię w ramię z DB. Jednak było to tak dawno, że po prostu nie pamiętam wielu faktów i miałbym dylemat, na której pozycji w top umieścić ten tytuł (i czy w ogóle, patrząc przez pryzmat obecnych anime).