Czytelnia

Szał na kieszonkowe stworki wybuchł wraz z premierą anime na Polsacie w 2000 roku. Pokemony były wszędzie, zabawki, gry, pluszaki i inne tym podobne gadżety. Do tego idealne hasło reklamowe, mówiące „złap je wszystkie!” Te i inne czynnik sprawiły, że pod naporem popularności zachciałem sięgnąć po wersję „Crystal” gry na gameboy color.

Ponownie, za sprawą openingu nowej serii Pokemon nazwanej dumnie XY & Z, postanowiłem sprawdzić jak ta marka się trzyma, co w niej stało się dobrego, a co złego. Zapraszam!

 

Mówcie, co chcecie. Gry, pomimo swojej wtórności dalej mają swój unikalny klimat i czar. Nawet teraz mając 24 lata potrafię wciągnąć się w chodzenie po wirtualnym lesie i łapanie coraz to nowych dziwadeł, aby tylko uzupełnić Pokedex o kolejne informacje. Gry ewoluowały z prostej umownej grafiki do pewnego środowiska 3D z odpowiednimi animacjami i możliwościami na miarę XXI wieku.

 

Nie chcę was jednak zanudzać detalami, recenzja tego tytułu znajduje się na naszej stronie i każdy zainteresowany może po nią sięgnąć. Bardziej skupię sie na anime, które wydawać by się mogło stoi w miejscu. Ash dalej nie został mistrzem pokemon, a każdy nowy region zaczyna tylko ze swoim unikatowym starterem, jakim jest Pikachu. Oczywiście widzimy wielkie powroty ulubieńców takich jak Charizard. Seria od wielu lat była wtórna i nie miała na siebie pomysłu powielając schemat 8 oznak, liga, którą bohater przegrywa w ostatnim meczu i rusza spróbować w następnym regionie. Zapychacze w postaci Zespołu R, czy innych. Najbardziej bolał fakt, że nasz bohater nie uczył się na swoich błędach i dalej popełniał te same wpadki.  Wybieranie złego typu do walki, czy po prostu durne decyzje podczas walki.  Nieciekawych kompanów, którzy charakterem nawet nie mieli startu do Brocka czy Misty. Czy w końcu pokonanie legendarnego lodowego ptaka Articuno zwykłym Charizardem - trochę szacunku dla legendy

 

Fanom się to podobało albo nie. Jednak można było zauważyć tendencję do tego, że z głównego bohatera zaczęto się wyśmiewać. Powstał nawet dowcip na ten temat. Jak zrobić dobre anime o pokemonach? Po prostu wywalić Asha. To wszystko tak trwało aż do 2013 roku, kiedy to wydano Pokemon Origins, 4-częściowe OVA które jest absolutnie genialne w swojej formie. Jest to adaptacja gry z pierwszej generacji, walki nigdy nie wyglądały tak dobrze, a Red, jako główny bohater jest zdeterminowany i nie robi głupot. My przynajmniej obserwujemy jego rozwój,  jako trenera.

 

Od tego czasu wraz z rozpoczęciem serii XY widzimy, że Ash jakby zmienił się, stał się bardziej doświadczonym trenerem, jego drużyna składa się z silnych pokemonów i naprawdę można uwierzyć, że ma jakiejś szanse w lidze. Co prawda nie posiada w swoim arsenale żadnej mega ewolucji, ale posiada przekozaczonego Ash-Greninja, jest to coś w rodzaju wymysłu twórców, fuzji pokemona i trenera przez silną więź ich łączącą. Możecie myśleć co chcecie, ale ja ten pomysł kupuje. Po raz pierwszy od wielu, wielu lat naprawdę mam ochotę poświęcić te 20 minut raz w tygodniu, aby śledzić przygody naszego bohatera. Zobaczymy jak to się rozwinie, prawda jest taka, że im dłużej będą się sprzedawać gry, tym częściej Ash pozostanie przegranym w lidze. Może w końcu twórcy dadzą mu spokój i wprowadzą nowego bohatera? W końcu w grach pokemon było ich wielu.