Czytelnia

Nie każdy człowiek mający za sobą lekturę/seans "Death Note" czy "Spirited Away" kwalifikuje się do bycia otaku czy, jeśli czepiamy się nazewnictwa, typowym fanem M&A. Przyznajmy jednak, że większość z nas już przy pierwszych kontaktach z tworami kultury naszych wschodnich znajomych szybko wpada w temat po czubek głowy i to nierzadko w stopniu wskazującym pewne odchyły.

 

Objawy mogą być różne: nagminna gestykulacja rękoma, umiłowanie do oczu na pół twarzy, czy chęć włączenia dwunastego z kolei odcinka dawno po wieczorynce. Japońska popkultura odważnie wkroczyła w zagraniczne progi, szerząc swój fenomen i wytwarzając również specyficzne zachowania: niektóre zabawne, niektóre zachwycające, niektóre wprawiające w zażenowanie samą społeczność fanów. Trudno wyczerpać ten temat, który i tak nie zdefiniuje w żadnym stopniu fandomu jako całości, jednak przyjrzyjmy się specyficznym zachowaniom, z którymi spotykamy się na co dzień.

 

Ciemna strona mocy
Mam nadzieję, że nikt się nie tupnie nóżką i pójdzie się obrazić. Te dziwniejsze zachowana są bowiem bardzo popularne u części fanów, zwłaszcza tych młodszych/początkujących (pamiętajcie, że najdonioślejszy głos mają fanki yaoi, lat 13). Choć nie powiem, część starszych wyjadaczy pewnie zaśmieje się w duchu przypominając sobie jakim było się kiedyś oszołomem. Ale jak to mówią, wszystko w granicach rozsądku, które czasami dość mocno są nadwyrężane.

 

Pierwszym typowym objawem jest chęć szerzenia całej planecie i okolicach, że ogląda się japońskie animacje, czyli anime oraz japońskie, a spróbuj tylko powiedzieć komiks, mangi. Twoje rodzeństwo musi wiedzieć, spotkani po drodze ludzie również, a co dopiero znajomi ze szkoły. I trzeba im również o tym regularnie przypominać swoim wyglądem, zachowaniem i spamem kanałami komunikacji wszelakiej. Eren x Levi na profilowym na Facebooku to pomysł bardzo przedni przecież, a wtrącanie japońskich słów, czy wciskanie palców w policzki przy pozowaniu do zdjęcia jest przecież bardzo kałaji. Piszczenie pro-azjatyckim głosem "pika-pika!" do słuchawki i mówienie wszystkiemu co żywe per '-chan' potrafi zażenować, jeśli nie po prostu wkur… zdenerwować każdego.

 

 

Dotyk Japonii
Jak już wszystkim powiemy o naszym hobby, pora zacząć również ich na nie nawracać. Pewnie większość z nas próbowała komuś podsunąć czarno-białe tomiszcze, zwykle jednak nachalność prowadzi w drugą stronę - ludzie traktują te nasze „wschodnioazjatyckie kolorowanki” nastawieniem 'bez kija nie podchodź". Rzadko udaje się przekonać kogokolwiek do mango-animo tym sposobem. Często fanom towarzyszy temu brak zrozumienia dla niezrozumienia tych niewtajemniczonych. Nie potrafimy zrozumieć dlaczego rodzice/Kościół/inne osoby patrzą krzywo na piersiaste panie, czy wielki plakat z miziającymi się ze sobą chłopcami. Jak mogą uważać japońską muzykę za jazgot, a zarzynanie przeciwników machając gdzieś w tam tle jakimś krzyżem za profanację. Może i nam się to podoba, jednak czasem trzeba się postawić na miejscu innych. Zwłaszcza, że niezależnie jak na to patrzeć, M&A nie zawsze stoi na wyżynach kultury, zwłaszcza w rozumieniu europejskim. Większość, choć może to być bolesne, można bez większego podkoloryzowania nazwać kiczem, pornografią i płytką rozrywką i żaden „Akira”, czy „Ghost in the Shell” nie zdołają tego zasłonić. Nie ma co bronić wszystkiego. Tak samo nie ma co uparcie obstawać przy tym, że Japonia to najlepszy kraj na świecie. Być może jest, mają w końcu pocky, sushi i w ogóle, jednak wmawianie tego innym, zwłaszcza nigdy w tej Japonii nie będąc, jest troszkę dziwne.

 

Często gwoździem do trumny występującym w problemach powyżej jest brak dystansu do swojego hobby. Pamiętam swoją rozmowę z pewną dziewczyną, fanką "Naruto". Pierwsze, o co zapytała, to "Czy lubisz Sasuke?" . Odpowiedziałam, że nie. Z tego co pamiętam to była nasza pierwsza i ostatnia rozmowa... Potrafimy spędzić wiele godzin przed ekranem komputera oglądając anime/obrazki czy czytając mangi, nic więc dziwnego w tym, że staje się to ważną częścią naszego życia. Pamiętajmy jednak, żeby nie brać tego wszystkiego tak bardzo do siebie. Śmiejmy się razem z "chińskich bajek", nie bierzmy do siebie każdej negatywnej opinii o naszej ulubionej postaci albo serii. Dopuśćmy opinię innych, zwłaszcza jeśli jesteśmy fanami ograniczonej puli tytułów. Oszczędzi to kilku siwych włosów, a może nawet zafunduje ciekawą konwersację.

 

Straszni, a straszni są ci fani mangi i anime. Czy istnieje jeszcze coś, co uratuje ten tonący, dziurawy statek?

 

"Always look on the bright side of life"
Często ludzie siedzący w tematach japońskiej popkultury nie są zbyt dobrzy w kontaktach z innymi ludźmi. Nie tam jakieś hikikomori od razu, zwykli introwertycy i tyle. Strony, fora internetowe pozwalają im jednak na komfortowy kontakt z innymi fanami, pozwalając zawierać przyjaźnie, przy po prostu porozmawiać o tym co lubimy. Sprawia to mnóstwo radości, nierzadko stając się ciepłym miejscem do którego możemy wrócić, czy nawet swego rodzaju internetową rodzinką (nawet jeśli czasem musi wkroczyć moderacja, bo nie ma co idealizować tego wszystkiego). Ostatnio można zauważyć spadek popularności takich miejsc, jednak to nie znaczy, że ich nie ma – dużo osób przenosi się też na anglojęzyczne serwisy, gdzie możemy poćwiczyć język i pogadać z ludźmi z całego świata. Największym wyrazem tego typu znajomości są konwenty, a stwierdzenie, które może niezbyt korzystnie o nich świadczy, czyli „przyszedłem tu tylko dla socialu”, pokazuje że relacje nie kończą się na świecie wirtualnym.

 

 

Przesympatyczne jest też pokazywanie przynależności do grupy. Ktoś mógłby się obruszyć – to w końcu wada czy zaleta? Do jakiego stopnia jedno, a do jakiego drugie każdy z nas pewnie ocenia sam. Ale kto nie lubi przejść obok kogoś noszącego na torbie przypinkę z Twoją ulubioną postacią albo trzepoczącego połą czarnego płaszczu w czerwone chmurki? Abo czytającego mangę w autobusie? To miłe, że jest pewna grupa ludzi z którymi możemy się identyfikować. Z serii „każdy kij ma dwa końce” warto wspomnieć o propagowaniu dobrych serii/filmów/mang na „zewnątrz”. Jeśli zrobimy to z wyważony sposób, sprawimy że nasi rodzice będą podśpiewywać pod nosem piosenkę z „Mojego Sąsiada Totoro”, a w kinach/księgarniach/DVD pojawi się więcej tytułów, po które będzie mógł sięgnąć nie tylko typowy zjadacz japońskiej popkultury. Dobre anime/manga jest tak samo dobre jak każdy inny polski/amerykański/czy jakikolwiek inny film, komiks czy książka.

 

"Nigdy się nie poddam, dopóki nie zostanę Hokage"
Może to brzmieć bardzo trywialnie, a nawet wręcz głupio, ale warto zauważyć, że sporo osób przyswaja wartości przekazywane prze M&A - optymizm, przyjaźń, odwaga, czy motywacja by spełniać swoje marzenia - jeśli przed ekranem siedzi osoba która potrafi przyswoić coś co ją wzbogaci, to z pewnością nie zostaje obojętny na te przesłania.

Dodajmy do tego, że duża cześć fanów mango-animu to mega kreatywne bestie, nierzadko bardzo zdolne. Jest to oczywiście mniejsza grupka, jednak wielu z nich potrafi stworzyć wspaniałe rzeczy - zostają administratorami stron, nagrywają materiały video, piszą artykuły, organizują konwenty, tworzą przefantastyczne cosplaye. Fanfiki, czyli opowiadania fanów, czy amatorskie fanarty często są pierwszymi krokami w tworzeniu – w końcu robimy to co lubimy, łatwo też o motywujący odzew innych fanów zwłaszcza w przypadku popularnych serii. Często też, co potwierdzają nawet ankietowe badania, sięgamy dalej - bo do nauki japońskiego oraz poznawania kultury Japonii. Ostatecznie nawet z tych otaku wyrastają całkiem porządni ludzie ;)