Czytelnia

Słów kilka o japońskim systemie pisma, czyli razem z maczetą świadomości wyruszmy na pojedynek z gąszczem wschodnich krzaczków.

 

Powiadają, że nieświadomość jest błogosławieństwem. Wiadomo – często wiedzieć więcej wcale nie jest bezpieczniej, dlatego też dla naszego dobrego zdrowia i samopoczucia, nasze zmysły potrafią zepchnąć na dalszy plan to, czego nie potrzebujemy lub to, czego nie możemy zrozumieć na pierwszy rzut oka. Weźmy na przykład japońskie znaczki przewijające się od openingów zaczynając, na mangowych onomatopejach nie kończąc. Na co dzień nie myślimy o tym, że te szlaczki mają swoje znaczenie. Czasem coś jednak podkusi człowieka, żeby przekroczyć cienką granicę nieświadomości... 
To co, zaczynamy?

 

Pismo japońskie – hiragana, katakana oraz kanji
System pisma w Japonii opiera się na dwóch sylabariuszach ("alfabetach" złożonych z sylab) oraz znaków kanji (gdzie znak oznacza całe słowo). Czasami używa się również alfabetu łacińskiego i cyfr arabskich, głównie jednak do nazw własnych np. firm. Warto też wspomnieć, że w języku japońskim rzadko stosuje się spacje oraz znaki zapytania.

 

Hiragana
Pierwszym sylabariuszem i zarazem najbardziej uniwersalnym jest Hiragana. Składa się z 48 znaków, z których pięć oznacza samogłoski, a reszta (z wyjątkiem znaku oznaczającego literę n) to stworzone z ich pomocą sylaby. Jeden znak = sylaba/samogłoska/n. Znaki występujące w hiraganie można zobaczyć na poniższym obrazku.
 


Przykładowo słowo neko (jap. kot) składa się z dwóch sylab - "ne" i "ko", które w hiraganie można zapisać za pomocą znaku ねoraz こ.

 

Hiragana jest pierwszą ścianą, którą trzeba przeskoczyć w trakcie nauki japońskiego, gdyż to w niej napisane są wszelkie proste teksty jak książeczki dla dzieci czy podręczniki. Dodatkowo:
– jest używany do zapisywania wyrazów czysto japońskich, których nie można zapisać kanji (bardziej skomplikowanych znakach, gdzie jeden krzaczek oznacza całe słowo)
– pojawia się jako element konstrukcji gramatycznych, przedrostków i inszych pospolitości, hiraganę więc spotkamy w każdym tekście
– hiraganą podpisuje się wymowę trudniejszych znaków

 

Krzaczki z powyższej tabelki możemy dodatkowo na kilka sposobów "ulepszyć" m.in. poprzez:
1. dodanie dwóch kresek z górnej-prawej strony (udźwięcznienie); zamianie ulegają wtedy następujące "litery": 
  – k -> g (np. か [ka] –> が [ga])
  – s -> z
  – t -> d
  – h -> b
2. dodanie kropeczki (zmiękczenie h do p)
  np. ほ [ho] –> ぽ [po]
3. małe つ[tsu] przed sylabą podwoi spółgłoskę stojącą przed
  np. みつか przeczytamy jako [mikka]
4. a małe ya, yu i yo po znaku tworzą unikatowe zbitki
  np. きゆ [kiyo] – きゅ[kyo].

 

Katakana
Katakana to drugi z japońskich sylabariuszy. W budowie jest odzwierciedleniem wyżej wspomnianej hiragany - każdemu znakowi jedynego sylabariusza odpowiada znak z drugiego, ich czytanie się nie zmienia (bo kto bogatemu zabroni), a jedyną różnicą jest wygląd znaków. Katakany używa się go głównie do: 
– zapisywania nazw zagranicznych (w tym imion)
– wyrazów zapożyczonych z innych języków (ハンバーガー [hanbaagaa] jap. hamburger )
– odgłosów dźwiękonaśladowczych
– gdy chcemy coś podkreślić

 

 

 

 

Działanie „ulepszaczy” w postaci dodatkowych kropek, czy innych małych tsu pozostają takie same jak w hiraganie, choć w katakanie występują dodatkowo przedłużenia liter kreskami (ポーランド – [Poorando], czyli Polska), czy zbitki różnych znaków do reprezentowania dźwięków pochodzących z innych języków (np. イェ oznacza ye) 

 

Kanji 
Japończycy mają troszkę przerypane w życiu – kiedy my żyjemy sobie w błogiej nieświadomości zamkniętego świata 32 literek, typowy mieszkaniec Wschodu nigdy nie będzie w stanie nauczyć się (i zapamiętać) całego swojego "alfabetu". Bowiem oprócz ~100 znaczków dwóch sylabariuszy, w języku japońskim jest jeszcze ok. 50 000 dodatkowych znaków. Noszą one nazwę kanji i większość jest przekształceniem (zazwyczaj uproszczeniem) znaków chińskich.

 

Oczywiście żaden normalny człowiek nie posługiwałby się taką ilością symboli. Typowy Japończyk po szkole średniej powinien się posługiwać ok. 2136 znakami, co z dużym zapasem pozwoli na spokojne przeczytanie porannej gazety , a i ok. 500 pozwoli zrozumieć jej lwią cześć. Żeby jednak nie było kolorowo to kanji:
– to nadal jest w wuj znaków
– które najczęściej są o wiele bardziej skomplikowane od znaków sylabariuszowych (pod względem liczby i ułożenia kresek np. 時間 – jap. godzina)
– jeden znak może mieć wiele znaczeń
  np. 日 oznacza zarówno "słońce" jak i "dzień"
– i może mieć różne czytania(zależnie od użycia)
  np. 月 jako miesiąc przeczytamy "gatsu", a jako księżyc "tsuki"
– niektóre, nawet proste słowa, czasami zapisuje się przy użyciu nawet kilku kanji
  np. 飛行機 znaczy samolot
– żeby ułatwić czytanie kanji (zwłaszcza osobom młodszym/uczącym się języka) często podpisuje się trudniejsze znaki czytaniem zapisanym w hiraganie/katakanie

 

Kanji jest nieodzownym elementem języka japońskiego i choć przez te krzaczki bez maczety przejść trudno, to bez tego ani rusz. Ale jakie ładne emotikonki można porobić (ノಠ益ಠ)ノ彡┻━┻ i jakie szpanerskie tatuaże.

 

Podsumowując, w japońskim systemie znaków mamy:
– dwa sylabariusze (hiragana i katakana) oraz 
– znaki kanji. 

 

Oprócz tego Japończycy posługują się również cyframi arabskimi oraz alfabetem łacińskim. Często jednak stosują w nim czytanie pseudojapońskie, a warto zauważyć, że w japońskim nie mamy na przykład literki "L". Teoretycznie literę "R", w niektórych sytuacjach możemy odczytać za "L", jednak dziwnym trafem zazwyczaj nie jest odczytywana tak jak być powinna (angielskie słowo black jest na przykład odczytywane jako burakku). A gdy dodamy do tego troszkę inszą gramatykę i dosyć miękko wymawiane "ś" i "dźi", to akurat Polacy mogą się nawet cieszyć. Anglicy już trochę mniej. Zwłaszcza, jak to Japończycy biorą się za tłumaczenie czegokolwiek (patrz: engrish).

 

Na koniec proponuję małą zabawę - spróbujcie zapisać swoje imię, albo losowe słowo którymś z sylabariuszy. Karakeresu, czyli Krakers nie brzmi jeszcze tak źle, a taką Izabelę można by było zapisać bez żadnych udziwnień. Gorzej jeśli ktoś ma na imię na przykład Grzegorz… W każdym razie, powodzenia!