Czytelnia

16 maja w poznańskim kinie Apollo odbył się Japanese Music Film Festival. Jak wypadło to ponad sześciogodzinne wydarzenie?

Jeszcze przed samym startem mały „zonk” – nikt w kinie nie został poinformowany o wejściówce medialnej. Chwilkę później kolejny zgrzyt. Nikt nie sprawdzał biletów. Ani przy wejściu na festiwal, ani przy wyjściu. Dla uczestników nie był to zbyt wielki problem, organizatorom jednak mogło przejść kilkadziesiąt złotych koło nosa.

 

Obniżenie ceny o połowę względem eventu w Krakowie zaowocowało większą frekwencją. Niestety, było to tylko około 20 osób, co nie wyglądało zbyt imponująco w sali mogącej pomieścić osób ponad 70. Festiwal prowadzony był przez dwie osoby – Junichi’ego Tanakę oraz Dominikę Górniak. Duet zaprezentował się wzorowo – wszelkie punkty programu zostały odpowiednio przedstawione, a z ust prowadzących nie schodził uśmiech, co budowało przyjazną atmosferę.

 

 

Festiwal został podzielony na dwie części. Pierwszą z nich otwierał film o charakterze charytatywnym o tytule  Light Up Ippon. Film przedstawiał inicjatywę, której celem było przywrócenie tradycji odpalania fajerwerków (Hanabi) w miastach najbardziej dotkniętych przez tsunami w 2011 r. Inicjatywa szlachetna, końcówka wzruszająca, lecz przez większość filmu nie dzieje się nic, co mogłoby zainteresować widza. W filmie mamy też kilka ciekawych zabiegów montażowych, bowiem między kolejnymi ujęciami oglądać mogliśmy czarny ekran bez jakiegokolwiek podkładu dźwiękowego. Powrót obrazu z dźwiękiem mógł więc być dla niektórych oglądających szokiem.

 

 

Kolejnym filmem, który został zaprezentowany przez organizatorów był koncert Suzumu Hirasawy, którego znać możecie z filmu „Paprika” i muzyki do kinówki „Berserka”:

 

 

Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że koncert można było zobaczyć live na stream’ie, a na youtube jest dostępny niemal w całości. Niemniej podczas koncertu usłyszeć mogliśmy wiele fajnych (czasami dziwnych) utworów, a był to pierwszy film właściwego festiwalu, więc można to wybaczyć.

 

Kolejną i najlepszą częścią festiwalu był film o zespole Yellow Studs – małej kapeli Indie, która zaczynała od grania w barach, by spełnić marzenia i nagrać swoją własną płytę. Historia zespołu pokazana została według mnie fenomenalnie – przedstawiono odpowiednio wszystkich członków zespołu, pokazano ich koncerty w pubach, a wokalista zespołu (pełniący rolę narratora) opowiadał o trudnych chwilach swojej kapeli.

 

 

Tuż po tym mogliśmy przez chwilkę porozmawiać z wokalistą Yellow Studs, Taichi Nomurą. Dowiedzieliśmy się, że jego ulubionymi serialami są Naruto, Dragon Ball i One Piece, na koszulce ma napis „Jezus zginął za grzechy… Ale nie moje”, a zespół może już całkiem niedługo zyskać pewną sławę… Ale o tym zabroniono nam mówić :)

 

Druga część festiwalu nie była tak emocjonująca. Zobaczyliśmy nagranie studyjne zespołu THE VALVES, które zagrało dość mocnego rocka. Następnie zobaczyliśmy fragmenty płyty zespołu WORLD ORDER. Junichi opowiedział historię założyciela WORLD ORDER - Genki Sudo. Zanim założył on zespół taneczny trenował on zawodowo kick-boxing i przewodził jednej z organizacji wrestlingowych. Pewnego dnia „rzucił to wszystko” i zaczął tańczyć. Panowie tańczą naprawdę fajnie, lecz urywki z pełnego filmu Blu-ray nie były w stanie tego dobrze pokazać.

 

 

Na końcu mogliśmy zobaczyć film z koncertu Kenji'ego Kawai – twórcy muzyki do Ghost In the Shell, kinowego Death Note’a i polsko-japońskiego filmu o nazwie Avalon. Warto wspomnieć, że Kenji Kawai zagrał tylko dwa koncerty. Ponad 100 minut filmu wypełnione było wspomnieniami kompozytora i genialną muzyką aranżowaną przez orkiestrę.

 

 

 

Festiwal mogę zaliczyć do umiarkowanie udanego ze względu na kilka zgrzytów. Otóż część filmów miała w całości polskie napisy, część jednak nie miała ich wcale. Boli to szczególnie przy dokumencie o Yellow Studs, który pokazywał prawdziwe oblicze japońskiej „drabiny muzycznej”. Cierpiała też warstwa techniczna festiwalu – dźwięk nie był zbyt dobrej jakości (jeden z głośników dość głośno buczał), a podczas rozmowy na Skype wokalista nie mógł nas zobaczyć ani bezpośrednio porozmawiać z uczestnikami festiwalu. Tu jednak zawiniło kino.

 

Jak oceniam festiwal? Pozytywnie. Mimo problemów technicznych zaprezentowano nam kilka koncertów, które w internecie umknęły by mojej uwadze, a dokument o zespole Yellow Studs uważam za najlepszy element festiwalu.

 

Podczas festiwalu mogłem przeprowadzić krótki wywiad z Junichim Tanaką, organizatorem Japanese Music Film Festiwal:

 

 

Anime24.pl: Jak przebiegał dobór zespołów i kompozytorów, którzy pojawili się na Japanese Music Film Festival? Ich utwory są raczej mało znane polskiej publiczności, które preferuje utwory pojawiające się we współczesnych anime.

Jun: Najpierw szukałem zespołów w Internecie. Szukałem dobrych zespołów Indie. Gdy już takie znalazłem, chodziłem na koncerty i występy tych zespołów. Jeśli ich koncert był naprawdę dobry po prostu z nimi rozmawiałem lub pisałem maile.

A24: Na ilu takich koncertach byłeś?

J: Dokładnie nie pamiętam, ale było ich bardzo wiele. Wbrew pozorom nie było wielu koncertów, które bardzo mi się podobały. Czasem muzyka była naprawdę dobra, lecz ich sposób bycia i prowadzenia rozmów był nudny, a uważam, że był to bardzo ważny punkt w wybieraniu zespołów, które, miałem nadzieję, zagrają kiedyś poza Japonią.  Na festiwalu chciałem pokazać też kilka innych zespołów, niestety parę rzeczy poszło nie tak i nie mogłem tego zrobić.

A24: Co skłoniło Cię do stworzenia takiego rodzaju eventu?

J: Myślałem o czymś, co mogłoby pomóc japońskim wykonawcom rozpromować się w Europie. Taki rodzaj wydarzenia pozwala artystom zarobić trochę pieniędzy w Europie bez wielkiego ryzyka, bo nie muszą nawet wyjeżdżać z Japonii. Dla fanów muzyki japońskiej to okazja by poznać nowych artystów, nowe rodzaje muzyki i być może zdobycie wiedzy, której normalnie by nie odkryli. Mogliśmy oglądać koncerty, filmy dokumentalne i rozmawiać przez Skype’a z wykonawcami tak jak zrobiliśmy to z zespołem Yellow Studs. To było naprawdę zabawne.

 

Co więcej, osobiście zawsze chciałem otworzyć swój własny biznes, żyć gdzieś w Europie i podróżować o świecie. Music film festival był połączeniem moich marzeń i pomysłów, którym chciałem dać szansę. Niestety, projekt nie okazał się zbyt dochodowy i zdecydowałem się wrócić do Japonii, ale nawet tam – miejmy nadzieję – chciałbym pracować w przemyśle muzycznym i z pewnością wystartuję z czymś podobnym do tego, co pokazywałem w Europie.

A24: Planujesz kolejne tego rodzaju eventy? Czy może będziemy mogli zobaczyć Cię gdzieś w Polsce w ramach innych projektów?

J: Tak! Japanese Music Film Festival był co prawda moim ostatnim projektem w ramach mojej firmy, którą zamierzam zamknąć. Wrócę do Japonii i rozpocznę podobną inicjatywę. Pomijając mój projekt muszę znaleźć jakąś pracę, więc przez pewien czas nie będę w stanie mieszkać w Europie, ale jeśli nowy projekt się powiedzie definitywnie wrócę do Europy i Polski, bo naprawdę kocham być u Was.

W tym miesiącu pojawię się również na Magnificonie, gdzie opowiem trochę o muzyce japońskiej jako jeden z zaproszonych gości. Jeszcze nie wiem o czym dokładnie, ale taki będzie główny temat (japońska muzyka) mojej prelekcji.

A24: Masz spore znajomości wśród zespołów japońskich. Czy myślałeś o tym, by ściągnąć jakiś zespół do Polski?

J: Oczywiście. Jest wiele świetnych, jeszcze nieznanych tutaj zespołów. Lecz nie jest łatwo małym zespołom przylecieć do Europy na jeden koncert. Jeśli taki mały zespół miałby przylecieć do Polski, musiałby stać się znany w Europie. Małym zespołom, ba!, nawet kilku znanym w Japonii zespołom, jest trudno przyjechać do Europy ze względu na oczywiste koszty. Nie mogą przylecieć na jeden koncert i po prostu wrócić do Japonii. Kiedy już przyjadą do Europy, muszą zagrać serię koncertów. By to zrobić, potrzeba agencji która wie jak taką trasę koncertową zaplanować. Mika Kobayashi została zaproszona na jeden koncertna konwencie, lecz jest na tyle popularna, że wszelkie koszty jej przelotu i hotelu z pewnością powinny być zwrócone przez organizatora lub sponsora.

KONKURS

Do wygrania 30 kodów pozwalających pobrać oryginalne albumy zespołu Yellow Studs.

Aby wziąć udział w konkursie wystarczy w komentarzach pod tym artykułem odpowiedzieć na trzy proste pytania:

1. Jakie są ulubione anime Taichi Nomury, wokalisty zespołu Yellow Studs?

2. Kim był Genki Sudo zanim założył zespół WORLD ORDER?

3. Czy interesujesz się japońską muzyką? Dlaczego tak/Dlaczego nie?

Wyniki konkursu 7 lipca.