Czytelnia

Czas na nieregularny przegląd moich ulubionych anime w obecnym (pierwszy będzie wiosenny) sezonie. Przygotowałem dla was swoje top 5 oraz wyraziłem dezaprobatę dotyczącą najpopularniejszych tytułów.

Na moim pierwszym miejscu nadal (od piewszego odcinka ma taką opinię) Sidonia no Kishi, czyli rycerze wywołujących poczucie epickości. I nie przeszkadza mi w tym "kreska dla biedronki" i ten nieszczęsny Gryzli. Walki wyglądają ładnie, a niebieskie poświaty oraz hologramy na tle ciemnego tła wygadają świetne. Tak samo, jak walki z użyciem mecha - te mógłby być dłużę. Fabuła nie porywa, ale intrygi są nawet ciekawe. Mogliby już zacząć trochę wyjaśniać, gdyż historia się skończy bez odpowiedzi, a to będzie niefajne.


Na drugie miejsce, dla mnie niespodziewanie trafia Isshuukan Friends po detronizacji Gokukoku no Brynhildr. Ten pierwszy tytuł zachwycił minie lekkością połączoną z emocjonując fabułą oraz fajnymi bohaterami, chociaż ci mają ubogi charakter. Mimo, że takie proste podejście do przedstawienia anime to mnie urzekło. Niby wszystko takie spokojne, ale nie nudne. Natomiast drugi zirytował powtarzalnością oraz zepchnięciem fabuły do postaci dwóch minut na odcinek. Od tego ecchi już mi się niechce oglądać, zbyt nudne.


Wcześniej na trzecim miejscu miałem Mekakucity Actors, ale to anime też się "popsuło" wraz z kolejnymi odcinkami. Zawsze uważałem, że w dziwactwie kryje się oryginalność. Tylko w tym anime nie trwa ono wiecznie. To znaczy, już przestałem się ekscytować odcinkiem, a i moje ulubiona kreska w postaci dziwnych ujęć pod różnymi kontami nie pomaga. Po co oglądać, kiedy emocji brak? W zastępstwie znalazłem sobie też dziwną Czajkę, czyli Hitsugi no Chaika. Moim zdaniem bohaterowie są świetni, zwłaszcza główna postać męska. Jego umiejętności w walce są zrównoważone. Świetnie sobie radzi, ale bez przesady, jak w Mahouka. Z charakteru fajny, chociaż głupi na miłość. Ta powaga podczas mówienia monologu przed walką, świetnie. To wszystko oglądam w ponad przeciętnej kresce. Dano nie widziałem w nowym sezonie dobrze oddanej animacji ruchu. To anime znalazłoby się wyżej, gdyby fabuła była lepsza. Owszem pomysł na nią jest oryginalny, ale właściwie daje tylko powód do następnych walk oraz pojawienia się nowych postaci. To się chyba nie skończ za szybko, drugi sezon w sezonie jesiennym został zapowiedziany.


Następne, już czwarte miejsce to nadal Selector Infected WIXOSS. Głównie za mroczne podejście do reakcji między ludzkich. Od bohaterek emanuje ich cierpienie, które na nie przepada się z niepotrzebnymi szczęśliwymi chwilami do rozładowania napięcia. Liczę na to, że klimat utrzyma się do końca, a zakończenie będzie nie całkiem szczęśliwe.


Nad ostatnim piątym dość długo się zastanawiałem, aby w końcu wybrać Mushishi Zoku Shou. Na początku oglądania anime niezbyt mi się podobało. Nie dlatego, że było złe. Niespecjalnie mi się podoba kopiowanie pierwszego sezonu, czyli zwykłe odgrzanie kotleta. Czułem i nadal czuje (teraz trochę mniej) rozczarowanie z powodu braku rozwinięcia serii. Nie postanowiono zrobić nic, aby widz pamiętający poprzednią serie zobaczyli coś nowego. Zwykłe odcinanie kuponów. Mimo wszystko to nadal dobre anime i ogląda się z zaciekawieniem.

Na pewno zauważyliście, że nie ma na mojej liście hitów z obecnego sezonu. Czyli anime takie, jak No Game No Life, Fairy Tail (2014), Mahouka Koukou no Rettousei, Black Bullet oraz Haikyuu!!. Po kolei i kilku czy kilkunastu zdaniach wyjaśnię czemu tak się stało, a nie inaczej.


No Game No Life poznałem w winku pierwszego wrażenia, jako wykorzystanie pomysłu z anime Mondaiji-tachi ga Isekai kara Kuru Sou Desu yo?. Szybko jednak się okazało, że mimo podobnego świata i celowi do jakiego dążą bohaterowie jest istotna różnica dzięki zupełnie innym (świetnym) postacią. Te nadają oryginalności fabule, jest to niewątpliwy plus. Niestety, nie mogę znaleźć innych powodów do zachwalania. Przejaskrawiona kreska, nadmiar lukru, jaki wylewa się może wywoływać nudności, taki landrynkowy kicz. Oprawie audio brakuje charakteru, ścieżka dźwiękowa nie zapada w pamięci. Nie podoba mi się też pewne podobieństwo z Sword Art Online. Moim zdaniem obie serie pod względem rozmachu fabularnego są podobne. I ten "punkt końcowy" w postaci osiągnięcia celu jest na tyle odległy, że jak chcą "to" skończyć, nie unikną przeskoków w czasie czy innej zmyślnej metody przyspieszenia akcji. Nie mogą grać w te swoje gry przez kilka sezonów. Mimo, że to inteligenta "zabawa" to będzie stawać się monotonna, czyli nuda. Tak samo w SAO nie mogli machać mieczem w nieskończoność.


Fairy Tail (2014) cierpi na zbyt dużą ilość postaci. Umierający bohaterowie dodają dreszczyku emocji. Nigdy nie wiadomo, kto będzie następny. Jest jeszcze jeden plus. Zerwanie więzi z postacią wywołuje szok, porusza nasze serce. Często doceniamy kogoś po jego stracie. W sumie jest jeszcze jeden plus, pojawia się miejsce dla kolejnego bohatera. To jest właśnie super w HxH. Z początku wydaje się bajką dla dzieci, takie pokemony. Później to szok wywołany... Cóż za brutalność i lekkie podejście do śmierci. Natomiast w FT przydałoby się tak pozabijać połowę członków gildii, gdyż czasu antenowego nie starcza dla wszystkich. Znalazłem aspektów do czepiania się. Ubolewam z powodu braku genialnej ścieżki dźwiękowej. Przypominanie ostatniego odcinka jest bardzo irytujące. Trzeba mieć alzheimera, aby nie pamiętać co było tydzień temu. Są jeszcze przegadane odcinki z przeplatającą się walką. Mogę tak wymieniać nadal, ale tyle powinno wystarczyć.


Mahouka Koukou no Rettousei to anime, które nie ma w sobie nic ciekawego, oprócz drobnego szczegółu. Jest nim główny bohater, który swoich charakterem tudzież postępowaniem natychmiast podbił serca widzów. Niestety, nie moje. Tym sposobem anime osiągnęło popularność, a siostrzyczka pozostała w cieniu. Mimo to nie daje o sobie zapomnieć, wykazując kompleks braciszka i tym samym irytacje widza. Wszystko przez blask silnego charakteru, który tworzy monolit. To nie wszystko. Dyskryminacja ze względu na magie jest bardzo wymuszona w tym anime. Brakuje jej sensownej podstawy wyjaśniającej dlaczego tak jest, a nie inaczej. Natomiast jest jeszcze kwestia rozwiązania problemu w szkole. Niby samorząd jest tego świadomy, a wykazuje bierne podejście. Mam wrażenie, że wypowiedz przewodniczącej mocno zniekształcająca rzeczywistość przynosząc neutralny rezultat - uzyskanie subiektywnie lepszego rozwiązania na korzyść unikania wypowiedzi lub działań, które mogłyby urazić zarówno (mniej inteligenty) kurs pierwszy, jaki i drugi. Dodać do tego bezsensowną, epizodyczną fabułę i moim zdaniem powała jedna z najgorszych produkcji sezonu jesiennego. Anime akcji, bez animacji.


Black Bullet nazwałbym mistrzowskim pokazem, jak łączyć niezliczoną ilość schematów i pomysłów z innych anime. Pozornie to nie mogło się udać, a co minie zaskoczyło okazało się całkiem strawnym produktem. Całość dopełnia brutalność świata z przesłodkimi loli dla kontrastu. Natomiast słuchając opening ma się uczucie Déjà vu, ale za to eding jest już oryginalny i ma świetny utwór. Pozytywne wrażenie popsuł chaos w odcinkach. Fabuła jest epizodyczna, czyli wątki trwają tylko kilka odcinków i są tylko luźno połączone - odpowiedzi brak, sensu też. Czuje duży niedosyt podczas seansu, a szkoda.


Haikyuu!! to motyw walki (shounen) połączony z sportem w stylu Kuroko no Basket. Dużo emocji związanych z sensem dalszej gry, tym raz jest to siatkówka. Charaktery do bólu pozytywne, wręcz prawie idealnie. Natomiast (co mnie przeraża) w dwójce głównych postaci widzę Naruto oraz Sasuke. Alternatywny świąd? Do tego główny zawód, czyli najważniejszy motyw w postaci siatkówki. Tak, jak w KnB spodziewałem się emocjonujących meczów, aby uczucie zachwytu z twarzy nie znikało. Niestety gra jest bardzo statyczna i w zwolnionym tempie rozmowy wydają się ciągnąć godzinami co popsuło efekt. To tylko tło do pokazania wartości związanych z przyjaźnią - nie tego oczekiwałem. Jeszcze niepokoją mnie specjalne umiejętności zawodników. Znowu porównanie do KnB, gdzie "moce" sięgnęły poziom niewyobrażalnego absurdu. Tym razem będzie podobnie? Ciekawe po co jest jedyna żeńska postać, jak się nie odzywa i tylko świeci ładną buzią.

Dlaczego z moją oceną nie zaczekałem do końca każdej z serii?
Często zakończenie anime uważam za pewien osobny byt, który może popsuć jego dobre postrzeganie. Dlatego, aby się przed tym obronić, postanowiłem napisać swoje wrażenia przed zakończeniem oglądania. Tym sposobem oszczędzę sobie ewentualnego krytykowania ostatniego odcinka, który będzie rzutował na całą serie.