Czytelnia

Raku Ichijou może zostać spadkobiercą grupy yakuza, chociaż jest normalnym uczniem w liceum, który marzy o cichym oraz spokojnym życiu. Będąc dzieckiem, chłopak złożył obietnicę ukochanej dziewczynie, trzymając wisiorek na pamiątkę, a jego miłość zostawiła sobie pasujący do niego klucz. Dziesięć lat później jego nadzieje rozbija Chitoge Kirisaki, gdy przypadkowo uderza go kolanem w twarz. Od tego zdarzenia połączą ich więzy nienawiści, aczklowiek los sprawił, że mają zostać parą. Tymczasem Raku ma inną wybrankę serca.

Można napisać, że jestem fanem komedii romantycznych - nawet tych schematycznych szkolnych. Z radością wyczekiwałem pierwszego odcinka Nisekoi. Liczyłem na pogodną i ciepłą opowieść, idealną na oderwanie się od zwykłych zajęć. Przyznam, iż rzeczywiście ten tytuł zapewnia przyjemnie spędzony czas. Jadnak moje niezadowolenie polega na tym, że wszystko jest tu tak miłe, urocze, przyjazne, serdeczne, że aż nudne. Moim zdaniem jest to największa wada tej serii, przyjże się temu bliżej.


Fabuł jest epizodyczna, dlatego trudno uznać jej istnienie. Chociaż jest połączona za pomocą pewnego zderzenia to nic praktycznie z niego nie wynika, a sami bohaterowie o nim zapomnieli. Przekłada się to na banalne odcinki typu wspólna nauka czy prowadzenie cukierni. Oczywiście trudno wymagać czegoś innego od okruchów życia, ale niech to nie będzie schematyczne. Wraz z widzem podąża myśl, że już to gdzieś widział. Zwroty akcji (tylko z nazwy), antagoniści (przeszkadzający w miłości), zachowanie postaci typu idealna przyjaciółka (niepotrzebna przylepa) czy najlepszy kolega (wie wszystko o wszystkich w klasie...). To wszystko przekłada się na brak pomysłu na następny odcinek, a wtedy monotonność. Nie to jednak najbardziej mi się niepodoba.

 


To właśnie bohaterów uznałem za najsłabszy aspekt anime. Ich kreacja jest mocno przejaskrawiona przez przesłodzone charaktery, granica sztuczności. To sprawiło, że trudno poczuć emocjonalną wieź z postaciami. Ich los jest nam raczej obojętny. Zwłaszcza główny bohater w postaci Raku zawodzi. Odpowiada on za występujące wydarzenia, powinien pchać akcje do przodu. Tymczasem, tak naprawdę hamuje fabułę. Przez te całe 20 odcinków nic nie zmienił w kwestii swojej miłości. Nie rozwinął się przez uczucia, jak chociażby Chitoge. Pozostał wierny swojej pierwszej myśli co do swojej wybranki i nie wiedzieć czemu nadal się jej trzyma. A przecież sporo się wydarzało między nim, a otaczającymi go dziewczynami. Czy on w ogóle ma osobowość? Tym samym zepsuł zakończenie, dając nadzieje na kontynuacje, która wcale nie musi powstać.

 


Nie inaczej jest z innymi postaci. Tkwią w pętli czasu, powtarzając swoje ogrywane role. Co jest wynikiem wysokiej irytacji. Przyjaciel Ichijou dobrze się bawi na jego uczuciach. Onodera to taka ciepła klucha, bez własnego ja. Tsugumi cierpi na brak czasu antenowego. Podobnie, jak Marika - epizodyczne scenki. Obie jak już się pojawią to tylko do odegrania charakterystycznego dla siebie gagu. Napisałbym, że wszyscy bohaterowie z czasem stają się bezbarwni (duża wada), ale jest jeden wyjątek. To właśnie Chitoge jest miłym zaskoczeniem. Jako jedyna naprawdę żyje w tym anime, przez cały czas się rozwija. Natomiast jej poczynania i zmiany emocjonalne ogląda się z przyjemnością.

 


Czas napisać o jednym z głównych gatunków, czyli romans. Przez kiepsko wykreowane postacie trudno uznać, że się rozwija. Dodatkową bolączką jest fakt, że brakuje udanych relacji między bohaterami. Raku teoretycznie zyskuje nowe dziewczyny w nim zakochane, ale ich miłość jest chyba na siłę. Zawsze się znajdzie jakieś zdarzenie, które oddali oczekiwany finał w postaci pocałunku. Dodana do tego bezsensowna fabuła sprawia, że anime trudno uznać za udane. Mimo, że całość ratuje humor. Nie raz scenki komediowe wywoływały u mnie atak śmiechu.

 


Od strony technicznej Shaft wykonał dobrą prace. Podoba mi się kreska, pastelowe kolory oraz lekka inspiracja stylem Monogatari. Mimo, że postaci oraz tło są dość uproszczone to prezentują się naprawdę ładnie. W dodatku pojawią się liczne efekty świetlne, które świetnie dopełniają wrażenia wizualne. Warto zwrócić uwagę na oryginalnie zrobione openingi oraz dostosowujące się do sytuacji edingi. Całość dopieszczają tak zwane End Cards na zakończenie odcinka. Strona dźwiękowa to następny plus. Utwory zespołu Claris są bardzo przyjemne do słuchania, takie łagodne dla ucha.

 

 

Przyznam, że po tych wszystkich negatywnych stwierdzeniach nie mogę nisko ocenić Nisekoi. Wszystko dlatego, że pierwsze wrażenie miałem bardzo dobre. Niestety anime z czasem zaczęło się robić monotonne, a potem nudne. Objawiło się to spoglądaniem ile minut zostało do końca odcinka. Zakończenie też nie napawa mnie radością. Nie lubię niekończących się rozterek miłosnych.
Ta produkcja zapewniła mi mile spędzony czas, ale nic po za tym. Wszystkie powyższe słowa to tylko moja opinia. Można się z nią zgodzić lub nie. Dlatego polecam Nisekoi fanom wszystkich anime.